-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Baranów Sandomierski wzięliśmy z marszu, czyli konferencja jako pielgrzymka zbrojna

Wbrew obawom Opatrzność uraczyła nas piękną pogodą. Ledwie kilka chmurek, piękne wiosenne słońce, nie za ciepło rzecz jasna, ale padało tylko w nocy. I zieleni trochę było. Nagie gałęzie, opromienione blaskami wiosennego dnia, straciły gdzieś owo nieprzyjemne wrażenie wprost z brytyjskiego horroru. Za to duło, zwłaszcza w niedzielę. Na Podkarpaciu w sobotni wieczór ogólnie zapanował stan klęski żywiołowej, drzewa wywrócone, dachy pozrywane, a w Baranowie spokój. Ot i zamek niezdobyty i konferencja jako pielgrzymka zbrojna.

 

Wszystko na rzeczy, albowiem jak poucza dziejopis osady Antoni Schneider, pierwszy dwór obronny wybudował skąpy a okrutny Bogusław Jaksyc herbu Gryf w XII w.

Potem miał on należeć do rodu Gozdawów, którzy podejmowali tu Kazimierza Wielkiego. Po śmierci Pawła Gozdawy podczas wyprawy na Ruś Czerwoną, ten sam król przekazał jego majątek Pietraszowi z Małachowa herbu Grzymała, który uratował mu życie. Od Pietrasza wywodzą się Baranowscy (https://zamki.res.pl/baranow.php).

(Dziedziniec wewnętrzny zamku baranowskiego z wyraźnymi nawiązaniami do krakowskiego Wawelu.)

 Zamek baranowski został wzniesiony pod koniec XVI wieku w miejscu średniowiecznego, obronnego dworu rycerskiego.

(Zamek będziński z XIV w.. Baranowski z XII w. był drewniany. Zwykle do końca XIII w. zamki obronne budowane były z dębu.)

W XV wieku dwór baranowski należał do szlacheckiej rodziny Baranowskich. Na przełomie XV i XVI wieku właścicielem Baranowa został wielkopolski ród Górków. W 1569 roku Stanisław Górka sprzedał dobra baranowskie Rafałowi Leszczyńskiemu. Obecny kształt zamku stanowi imponujący przykład wytwornego stylu zamożnej rodziny Leszczyńskich. Wspaniałą architekturę, ukształtowaną na wzór królewskiego Wawelu w Krakowie, rezydencja zwana "Małym Wawelem" zawdzięcza najprawdopodobniej włoskiemu architektowi i rzeźbiarzowi Santi Gucci'emu. (https://www.baranow.com.pl/zamek-i-muzeum/historia-zamku)

(Niestety najlepsze dzieła Gucciego, w tym marmurowi giganci, jak informuje pani przewodniczka oprowadzająca po zamku, zostały sprzedane przez panią Krasicką na poratowanie swoich finansów.)

Ostatnim właścicielem zamku z rodu Leszczyńskich był Rafał X, którego syn - Stanisław Leszczyński, był królem Polski. Zamek w Baranowie Sandomierskim przechodził kolejno w posiadanie rodzin Wiśniowieckich, Sanguszków, Lubomirskich, Małachowskich, Potockich i Krasickich. W 1867 roku wystawione na licytację dobra baranowskie nabył Feliks Dolański. Następnie zamek odziedziczył Stanisław Dolański, który postanowił odrestaurować obiekt zniszczony po pożarze z 1898 roku. Pod kierunkiem krakowskiego architekta Tadeusza Stryjeńskigo przeprowadzono zmiany w rozkładzie pomieszczeń. W tym czasie w narożnej komnacie parteru urządzono secesyjną kaplicę. Została ozdobiona imponującymi witrażami Józefa Mehoffera oraz ołtarzem z wyjątkowym obrazem Jacka Malczewskiego zatytułowanym „Matka Boska Niepokalana". W posiadaniu rodziny Dolańskich zamek pozostał do wybuchu drugiej wojny światowej. Po zniszczeniach dokonanych podczas wojny zamek w latach 1959-1969 został odbudowany i odrestaurowany przez państwo pod kierunkiem prof. Alfreda Majewskiego. Następnie obiekt przekazano Kopalniom i Zakładom Przetwórczym Siarki „Siarkopol" w Tarnobrzegu. Zamek w Baranowie Sandomierskim jest budowlą trzykondygnacyjną i został wzniesiony na planie prostokąta. Posiada cztery okrągłe baszty w narożach, prostokątną wieżę pośrodku ściany frontowej oraz wewnętrzny dziedziniec otoczony pięknymi, dwukondygnacyjnymi krużgankami. Wnętrza zamku dekorowane są przez Jana Chrzciciela Falconiego oraz Tylmana z Gameren.

Od 1997 roku właścicielem Zespołu Zamkowo-Parkowego jest Agencja Rozwoju Przymysłu S. A.

Której życzymy jak najlepiej, również pod kątem możliwych renowacji odtwarzających stan i estetykę sprzed kryzysu finansowego Krasickich i sprzed pożaru. Dodam, że ołtarz Jacka Malczewskiego, na marginesie przyjaciela św. Alberta Chmielowskiego, robi wrażenie.

Oprócz wspaniałej Madonny z Dzieciątkiem, jedna z bocznych ikon prześwietnie przedstawia wizerunek św. Jacka Odrowąża, z Sanctissimum w ramionach i figurą Matki Bożej, unoszonego mocą Najwyższego nad ziemią, ledwie muskającego ją stopami, druga natomiast przedstawia równie pięknie Anioła Bożego, który mnie kojarzy się z Bożym Aniołem Stróżem naszej Ojczyzny. Choć być może to św. Rafał, ale nigdzie nie znalazłem wyjaśnienia. Tak więc na razie upieram się przy swoim.

O słonecznym poranku, wstęgą szos, asfaltem wyszczerbionym (ale tylko miejscami) dojechałem i nawet się nie spóźniłem. Nocowałem opodal, w Koprzywnicy, o rzut beretem, całkiem tanio i w całkiem przyzwoitych warunkach.

Gospodyni stancji, którą serdecznie pozdrawiam, jest akurat nauczycielem historii, i to praktykującym, no więc od razu jej nagadałem o Małyńskim, Łozińskim, rewolucji francuskiej i w ogóle o Szkole Nawigatorów. Pokiwała głową i wyraziła żal, że nic nie wiedziała. Dziwiła się, że anglista pcha się na konferencję historyków. To ja jej Elżbietą I Tudorówną, Zygmuntem Wazą, Działyńskim i Zamoyskim, tak że po chwili zmogła ją migrena i poczęła rakiem wycofywać się, że ma cztery etaty (lokalny zespół szkół) i ciężki tydzień był i że weekend. Na marginesie ucieszyłem się przytomnością pełnego wymiaru historii w szkołach. Tak czy inaczej stancja super, agroturyskytka Zarzecze.

Zamek wprzódy odebrał mowę pięknym, wiosennym parkiem i wspaniałością swoich murów i wnętrz, kopiami Rubensa, pejzażami włoskimi Antoniego Chrzanowskiego, ale zbrojni przybysze nie mieli dla niego litości.


Nasz „tylko Konferansjer”, Organizator, Stratigos, Snycerz i Zbrojownik w jednej osobie, od dawna słał im warunki honorowego złożenia  broni, lecz pan na zamku w swojej stołecznej pysze wciąż trwał przy swoim. Załoga zamku ani się nie spostrzegła, kiedy wpuściła za mury nasz forpost, niezawodnego Organizatora i „tylko Konferansjera” wraz z drużyną, w tym znakomitych operatorów wszelkiej broni nagłaśniającej i wyświetlającej, panów Wawrzyńca i Michała, bez których nic by się nie odbyło. Pod pozorem opłaconego noclegu i jakiejś tam niby konferencji, "tylko Konferansjer" wraz z obstawą zajął apartamenty książęce, by z nich wziąć na muszkę niezdobyte baszty i bramy. O poranku otworzył wrota i wpuścił resztę krzyżowców. Wdarli się na dziedziniec i do serca zamczyska, wielkiej komnaty balowej, w której z ogromnych portretów naściennych, w naturalnych swych proporcjach, a może nawet nieco powiększeni, spoglądali na nas hardym spojrzeniem król Stefan wraz z Leszczyńskimi.

(Czuję przeciąg historii na plecach. Co to za gościu stoi za mną? - myśli sobie Wojciech "Parasolnikov". To zdjęcie z mojego smartfona, przepraszam za kiepską jakość.)

I co godne zauważenia, wśród zbrojnych znalazł się, ku podziwieniu i weselu wszystkich, zaprawiony w licznych pojedynkach i bitwach stary wiarus, Stanisław Michalkiewicz, któremu, co prawda, piszący te słowa miałby ochotę czasem przygadać, ale i tak nie śmiał z braku wstanu, z szacunku i z tej radości, że do nas dołączył. Zbrojni pielgrzymi osuszyli zasoby porannego napoju życia ...

(Pielgrzymi w szponach nałogu. Zdjęcie nieco lepsze, ale też moje.)

I wszczęli bój najzaciętszy, myślny. Załoga zamku chciała się jeszcze podlizać nam ciastami, kremami i gomółkami, lecz my je obrzuciliśmy pogardliwym spojrzeniem, w środku albowiem czekał na nas kolejny przeciwnik, którego Baranowianie świadomymi być nie mogli: depresja wraz z jej sojusznikami, niespodzianymi a przebiegłymi. Nasz "tylko Konferansjer" zdobycie Baranowa wyznaczył jako pierwszy ledwie akt bitwy. Wyzwał albowiem na sąd Boży (ordalia) potężnych władców ciemności, zaprosił krewkich harcowników, by stanęli z nimi w szranki, zaś pomniejszych zbrojnych pielgrzymów wezwał na świadków i pomocników owego agonu.

Agon zaś musiał zacząć się, rzecz jasna, od modlitwy, którą zaintonował Ks. Krzysztof Irek, autor bardzo cennej książki o Bp. Zygmuncie Łozińskim, Biskupie Mińska z początku wieku i z okresu tzw. II Rzeczypospolitej.

(http://kmt.pl/pozycja.asp?ksid=48548)

I wyznam szczerze, że po wezwaniu Hetmanki pielgrzymstwa zbrojnego i samego odwiecznego Wodza naszego i Księcia Pokoju moce ciemności szanse miały niewielkie. Nadto ona bitwa zacząć się musiała również wyznaczeniem celu. A uczynił to pierwszy znakomity szermierz, zaprawiony w bojach z depresją i innymi piekielnikami, Prof. Łukasz Święcicki, i rzec trzeba, że uczynił to ze znawstwem wytrawnego stratega, nakreślił trafnie albowiem pole bitwy z głównym naszym wrogiem wskazując również na obecność na onym polu naszego głównego sojusznika i razem celu naszej walki. Pan Święcicki ogłosił, iż będzie mówił o drodze „Ku życiu czy ku śmierci”. Niby prawił o uczuciach, nerwach i depresji, ale w sumie było o życiu albo śmierci.

Prof. Łukasz Święcicki

Uczynił tym sposobem aluzję do pouczenie św. Apostoła Pańskiego, że nasze życie ukryte jest w samym Dawcy żywota. Profesor Łukasz zilustrował naturę owego boju w dwu ciekawych przypowieściach i całej długiej opowieści o detalach, których tu nie zdołam zmieścić. Pierwsza przypowieść wzięta była z opowiadania s.f., w którym statek kosmiczny, zbudowany z żywych, myślących elementów, jest poruszany przez człowieka, jedynego człowieka na jego pokładzie i gdy ten umiera, statek wraca na Ziemię, łapie kolejnego i każe mu robić to, co ów poprzednik, bo bez tego statek nie poleci. Lecz biedaczyna pyta się, co robił ten przed nim. Wszystkie części żywe odpowiadają, że nie wiedzą, że to, co wy ludzie robicie, że po prostu nic nie robiąc, pchał, napędzał ów statek. Eschatologiczne perspektywy tzw. depresji zawarte w tej alegorii wolnej woli i duchowej energii ludzkiej duszy prawdziwie zadziwiły mnie. Zaś druga przypowieść, wzięta z realiów psychiatrycznych, historia o małym tureckim chłopcu, który nagle niespodziewanie zaczął przejawiać symptomy depresji i manii, stracił zainteresowanie zabawkami, bywał przygnębiony bez powodu, próbował uciekać z domu, typowo dla etapu depresyjnej manii stracił poczucie strachu przed zagrożeniami, angażował się w sprawy przerastające jego możliwości, takie jak plany małżeńskie wobec dziewczynki z sąsiedztwa i uwodzenie dorosłych kobiet,

w tym historia jego terapii, opartej o środki farmaceutyczne, wskazała na fizjologiczne podłoże owych zaburzeń. Chłopiec stawał się normalny po jakimś czasie, gdy regularnie podawano mu leki. Szokujący splot sił duchowych czynnych w depresji i jej fizjologicznych przyczyn dał nam do myślenia o tajemnicy życia i istocie boju, który wciąż toczymy jako zbrojni pielgrzymi.

Prof. Święcicki przedstawił również wizualne ujęcie huśtawki depresyjnej odmienne od popularnej sinusoidy depresyjnej apatii i manii:

(Eutymia to stan optymalny względnej normy.)

Jego ujęcie wskazuje, iż etap manii nie jest etapem podwyższonych możliwości psychicznych i fizycznych, lecz jedynie fatamorganą witalności, która w rzeczywistości bliższa jest śmierci niż sama apatia:

Porcja wiedzy była przebogata a różnorodna, jednak układała się w spójną całość prowadzącą do wniosku, iż konieczne są wyższe niż dotychczas nakłady na leczenie depresji, leczenie kliniczne i farmaceutyczne. Tym sposobem tyły nam podała nie tylko depresja, ale i zmora z nią będąca w odwiecznym aliansie, wywiadowca handlarzy niewolników, wykluczenie społeczne, pogarda dla słabych i chorych. W dyskusji prof. Święcicki wskazał bowiem na fakt, iż niskie nakłady na kliniki psychiatryczne i niskie dofinansowanie leków wynikać mogą z pogardy dla ludzi cierpiących i bezradnych jako bezużytecznych dla korporacji i wielkiej produkcji. Zaś przed oczami naszej pamięci przemknął wówczas biały Pasterz, św. Jan Paweł Polak, szerzący praktykę jakże głębokiego szacunku dla ludzi chorych, prawdziwie cierpiących, wskazujący na nich jako na skarb Kościoła i wszelkiej wspólnoty i źródło siły duchowej.

Więcej nie powiem, bo więcej znajdziecie mili państwo w książce pana Łukasza Buka u psyhiatry.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/buka-u-psychiatry/

I również dlatego, że czas podkreślić niezwykłą wartość wykładu Ks. Krzysztofa Irka, posługującego w bazylice katedralnej w Sandomierzu. Czas przypomnieć sobie jego wykład i książkę, w której więcej można się dowiedzieć o gigancie ducha, jakim był Sługa Boży Zygmunt Łoziński,


niezwykle uzdolniony, biblista, posługujący się biegle łaciną, greką i hebrajskim, uczeń Ks. Pranajtisa (słynnego m.in. z udziału w charakterze świadka w kijowskim procesie w 1911 r. o mord rytualny oraz ze swej książki na temat Talmudu i chrześcijaństwa), oddany bez reszty swym wiernym i sprawie polskiej na Kresach. Historia duchowych bojów Bp Łozińskiego o Kościół i Polskę, której rdzeń utożsamiał z polskim ziemiaństwem, ciekawie opowiedziana przez Ks. Krzysztofa, historia jego sporów z prawosławnymi i starozakonnymi, w których spór o prawdę, niezgoda na fałsz, łączyły się z szacunkiem dla oponentów, i prowadziły do dialogu, kiedy owi chcieli słuchać, wręcz kazań kierowanych do nich, historia ta ukazała jego postać jako wzór pielgrzyma naszych czasów zbrojnego w mądrość i męstwo. 100 lat albowiem upływające od czasu jego posługi nie odmieniły tak bardzo krajobrazu duchowych napięć naszego świata. Ustami ks. Krzysztofa Sługa Boży pouczał nas pielgrzymów: „każdy z nas jest od lat najmłodszych członkiem społeczeństwa i obywatelem kraju; nikt bez pomocy społeczeństwa obejść się nie może; każdy z kraju czerpie środki życia … Trzeba często zadawać sobie pytanie: Czy ludzie, przede wszystkim sąsiedzi, gmina, parafia mają ze mnie pożytek?” Tak oto rozleciały się w naszych oczach straszydła traktatu ryskiego i reformy rolnej, które z polskiego ziemiaństwa uczyniły dojną krowę, stopniowo ograniczając jego udział w społecznych i ekonomicznych korzyściach Niepodległej pod rządami sanacji głuchej na głos sumienia pytającego się, czy ludzie, Polacy, w tym ziemianie, mają z nich pożytek. Bp Łoziński w kilku słowach powalił jakoby gigantów socjalnej rewolucji, przewrotności, lenistwa, obojętności i antypolonizmu.

Dr Jacek Legieć wprowadził nas w zmagania Polaków w armii carskiej. Począwszy od lat trzydziestych 19 w. miały one różny charakter i różną intensywność. Lecz czynnikiem stałym była stabilność materialnej strony bytu żołnierskiego i względna wolność religijna katolików w armii carskiej. Choć nie oznaczała ona powiększenia ilości kapelanów katolickich (ledwie 30 na całą armię), to jednak była traktowana przez władze carskiej jako antidotum na tzw. nihilizm (dekabrystów a potem socjalistów). Rzucał się w oczy wysoki procent polskich oficerów pośród średniej kadry (26 %). Co ciekawe, polscy oficerowie i żołnierze chętnie zgłaszali do ciężkiej i niebezpiecznej służby na Kaukazie (60 %), ponieważ dawała ona szybszy o kilka lat awans.

(Nasz "tylko Konferansjer" i dr Mozgol na tle portretu Bp Łozińskiego.) 

Po obiedzie dr Ryszard Mozgol przedstawił portret Emanuela Małyńskiego, polskiego ziemianina urodzonego w Żurnie pod wołyńskim Bereźnym pod koniec 19 w., wybitnego pisarza politycznego i autentycznego szermierza, mistrza fechtunku praktycznego, współtwórcy paryskiej École d’Escrime Pratique, dziedzica po swoim stryju Janie Małyńskim ogromnego majątku ziemskiego, głównie lasów w wołyńskich Ożohowcach.

W mistrzowskim stylu dr Mozgol streścił nam jego przebogaty życiorys, by przejść do rozprawy z głównym swoim oponentem, jednym z tych, z którymi zmagał się pan na Ożohowcach, mianowicie z I wojną światową jako ukrytą rewolucją, czyli globalnym rabunkiem majątków szlachty, mieszczaństwa i włościan na obszarze całej Europy.

Przy okazji dr Mozgol słowami pana Emanuela o znaczeniu własności prywatnej zadał srogie rany traktatowi ryskiemu, sanacyjnej reformie rolnej i parcelacji. W kilku sztychach, według praktycznej techniki mistrza Emanuela, rozpruł pludracką facjatę propagandy wojennej, za którą ukazały się ponure twarze Trockiego, Lenina i Róży Luksemburg.

Wymierzył również ostry odlew (cięcie od lewej po przekątnej w prawy dół) bolszewickiej Moskowii, przypominając plan jej rozbioru autorstwa Małyńskiego, który dziwnym rykoszetem powraca dziś w formie mapek rozbiorowych putinowskiej Rosji.

Wielką zaletą tego wykładu, tak jak wykładu dr. Święcickiego i dalszych, były slajdy z istotnymi cytatami/sztychami. W przypadku dr Mozgola z cytatami z Małyńskiego, autora kilkudziesięciu publikacji, przeważnie w języku francuskiem, ale również i angielskim. Rewolucja socjalna wraz z jej globalnymi sponsorami nie miała wyboru, musiała podać tyły.

Wykład Prof. Katarzyny Kostrzewy na temat prawnych uwarunkowań śledztwa w sprawie zamachu smoleńskiego był dla nas lekcją pokory.

Prof. Katarzyna Kostrzewa

Nie wszystkim był w smak. Konkluzją jego było albowiem to, że w świetle prawa lotniczego była to bitwa przegrana na samym starcie, kiedy to płk dr Edmund Klich w rozmowie z p. Morozowem, z komisji p. Anodiny, usłyszał i zgodził się na sugestię przyjęcia międzynarodowej konwencji chicagowskiej, nieadekwatnej wobec tej katastrofy z racji tej, iż ta konwencja dotyczy tylko katastrof lotnictwa cywilnego. Katastrofa smoleńska z 10. 04. 2010 była natomiast katastrofą samolotu nie cywilnego, ale państwowego z wojskowym lotnikiem jako pierwszym pilotem.

Wiedza, dość szczegółowa, zaprezentowana przez p. Kostrzewę, dotycząca prawa lotniczego, dała nam do zrozmienia, iż jest to dziedzina prawa międzynarodowego znajdująca się jeszcze w powijakach.

I zapewne sądzicie, mili państwo, że ten jeden sztych poniżej pasa w wykonaniu p. Morozowa, wzmocniony jeszcze kilkudniowym zniknięciem pułkownika Edmunda w putinowskiej Moskowii, o którym przypomniała nam pani Katarzyna, przesądził wynik tego starcia. O ludzie, pielgrzymi poczciwi a niedomyślni! Czyż nikt z was nie usłyszał z ust prof. Katarzyny owej zasady prawa lotniczego, globalnego, że mianowicie statek powietrzny państwowy jest częścią terytorium danego państwa?! Czyż szyszaki całkiem wam przesłoniły otwory uszne i oczne?! Podnieś, narodzie rycerski, przyłbice i nochale, ściągnij hełmy i misiurki, gardło spłucz, wina nalej a nie rozlewaj. Niech one oleum podniesie się tym sposobem do rozumu, według recepty imć Onufrego. Czyż nikt z was nie widzi, że w samej Moskwie mamy przyczółek, terytorium Rzeczypospolitej, w postaci rdzewiejącego wraku tragicznego Tu-154? Powiecie, że zanim odniesiemy jakąś korzyść z tego faktu, jego szczątki rozniesie wiatr na cztery strony Imperium Moskowicińskiego? A to wtedy przepraszam, jesteście albowiem najwyraźniej jasnowidzami i widzicie już dokładną ilość lat dzielących nas od upadku moskiewskiego mocarstwa czy może raczej od końca świata, a przede wszystkim widzicie kolejność przyszłych wydarzeń i ja nie mam nic tu do gadania.

Dodam jednak, że wolno nam spierać się i spekulować, czy również teren katastrofy pod Smoleńskiem to przypadkiem nie jest terytorium Rzeczypospolitej, nie da się bowiem usunąć wszystkich pozostałości katastrofy zwłaszcza nieorganicznych tkwiących w ziemi. No żesz zobaczcie i usłyszcie: pod Smoleńskiem, pod bramą do księstwa moskwicińskiego, o którą Batory i Żółkiewski kruszyli kopie, być może jest terytorium Rzeczypospolitej. Na tej zasadzie możemy pytać się o, i dowodzić również i tego, że terytorium Rzeczypospolitej to również las katyński ze szczątkami polskich oficerów. Że co? Że przesadzam? Ani trochę. Bo tu chodzi o spekulację i o gadanie. I nie ironizuję, ironia albowiem kłóci się tu z tragedią, która wydarzyła się w ów pamiętny kwietniowy dzień, jak z również krwawą wiosną 1940 roku. Owszem, nie da się tego wykorzystać w tej chwili, przy tym układzie sił. Ale cierpliwości. Zresztą nie chodzi tu o efekty natychmiastowe, bo one zwykle są złudne, a nawet nie o efekty wogóle.

Tu się rozchodzi, proszę ja was, o gadanie. Usłyszcieżesz: o gadanie. Trzeba o tym gadać. Np. w knajpie przy piwie, albo lepiej jeszcze pójść ze znajomymi do Sowy, albo i jakiejś znanej restauracji, tylko po to, żeby pogdybać sobie, czy szczątki polskiego Tu-154 na moskiewskim aerodromie to polskie terytorium czy nie. I czy jest nim miejsce katastrofy pod Smoleńskiem. I trzeba by od razu zacząć dziwić się nad niemieckimi i anglojęzycznymi mapami rozbioru Rosji. Z pewnością jeden z podsłuchów tam zamontowanych przekaże treść rozmów do rezydentów moskwicińskiego "seryjnego samobójcy". Gadać można również z moskiewskimi turystami zwiedzającymi, no bo ja wiem, np. Budapeszt, albo Bukareszt, albo Wilno, albo Ateny, albo Genewę, albo Rzym, opalającymi się nad Balatonem albo nad Adriatykiem albo nad Morzem Kreteńskim albo w Alpach Szwajcarskich na ten przykład. Zwłaszcza z tymi, którzy zdają się być ponad miarę ciekawi wieści z Polski albo deklarują szczerą do naszego narodu miłość. Gadać z nimi po angielsku, po rosyjsku, po francusku, jako kto umie, a przede wszystkim przemawiać do nich łagodnie i czule po moskwicińsku, czyli prasłowiańskim językiem siły, siły pewnej swego, innego języka bowiem, jak tylko język siły, nie rozumie owo plemię, wciąż zaczadzone pogańskimi oparami kadzielnymi. Przemawiać trzeba do nich czule językiem siły odpornej na rozpoznanie prowokacją (rozpoznanie bojem - technika typowo moskwicińska), bez nerw, bez stanu wrzenia. My ich rozpoznawajmy polską krzyżową a złośliwą (polska technika rozpoznania łagodną acz krzyżową ironią). Nie chodzi o to, żeby dowodzić im, że „seryjny samobójca” dokonał tego zamachu, nie warto psuć sobie nerwów. Oni to wiedzą lepiej od nas, choć nie każdy z nich przyzna się do tej wiedzy. Nie chodzi o efekty, chodzi o gadanie, o gadanie, ono bowiem rozsyła fale, dźwięki i ultradźwięki, i przemienia świat, sprawia wzrost naszej potencji, jak mawia pewien mój znajomy. Chodzi o gadanie, że w Moskwie na lotnisku mamy swoje terytorium. Rozumiecie ludzie? Na strzeżonym terenie, prawie zmilitaryzowanym, gasudarstwiennym. Podobnie pod Smoleńskiem i w lesie katyńskim. 

Owszem dostaliśmy po łbie, zwłaszcza od naszych sprzedawczyków, ale nie zauważyliśmy nawet gruntu przygotowanego pod sabotaż, sabotaż w naszym tym razem wykonaniu, wykonaniu gadanym. 

Dr Łukasz Modelski i francuskie carpe diem (czyli karpia bijem):

Dr Łukasz Modelski

Wykwintny deser i odpoczynek z widokiem na złośliwą a techniczną rozgrywkę szermierczą podobną stylowi mistrza Emanuela. Miłosiernie pan Łukasz okrasił swoją prelekcję całą galerią grafik i oleodruków z epoki francuskiej rewolucji. Trochę mniej gadania, więcej patrzenia i wdzięczność mu za to. Obrazki albowiem przemawiały dobitnie i opowiadały historię rugowania karpia przez tow. Dantona i spółkę, historię, której analogie znamy ze współczesnych akcji propagandowych, np. głoszących walkę ze stonką zrzucaną z amerykańskich samolotów nad Polską pod (nie)rządem stalinistów, albo głoszących chińską, maoistowską walkę z wróblami winnymi głodu pracujących mas, itp. W rewolucyjnej Francji rozpętała się ostra walka z karpiem jako przeżytkiem katolickim, spożywanym albowiem przez kościelnych feudałów i odrażających mnichów w okresie Wielkiego Postu. Wyraźniej niż propagandowe akcje 20-wieczne, była to brutalna ilustracja etapu głębokiej, skrajnej manii depresyjnej francuskich oświeceniowców, zapowiadająca ich rychłą agonię. Było to wyraźne chwytanie brzytwy przez tonącego, wystrychniętego na dudka przez bankierskich graczy globalnych:


Angielska karykatura z okresu rewolucji, przedstawiająca francuskie szczęście (po lewej, czterech Francuzów rozrywających na strzępy żabę) i angielską mizerię (po prawej, czterech obżerających się angielskich grubasów),  subtelnie zdradzała brytyjskie pochodzenie pierwszych impulsów prowadzących do rewloucji 1789 r., impulsów jeszcze z odległych latach 20-tych 18 w., gdy infekcja fizjokratyzmu, świadomie zniekształconej teorii ekonomii, zaszczepiona została we Francji przez angielskiego spekulanta i teoretyka ekonomii politycznej, Richarda Cantillon - kogoś w rodzaju Sorosa - wywołującego efekt domina, który prowadził najpierw do zamieszek u bram Wersalu w skutek zawyżonych cen chleba w 1775 r. - efekt polityki fizjokratycznej kolejnych kontrolerów finansów, Bertina, L'Averdy'ego i Turgota - a potem do masakry rewolucyjnej 1789 r., nędzy i głodu pod rządami Dyrektoriatu.  

Bardzo miło było poznęcać się znowu nad maszkarą rewolucji francuskiej ...

(Jeden z maszkaronów baranowickich)

przechodzoną nieco, ale wciąż powracającą w formie nowych, najemnych bojówek typu Nowoczesna, Piękna Wiosna, czy inne tęczowe odloty.

Rzecz jasna zmory i maszkary, duchowe i polityczne, nie zostały definitywnie starte w proch. Zadano im w tyły srogie rany, lecz wycofały się rakiem na z góry upatrzone pozycje. Zobaczyliśmy natomiast poglądową lekcję sprawiania ich, tak jak się sprawia karpia na święta. W starciu naszym, indywidualnym nie jest tak prosto, powiecie państwo. Zaś ja przytaknę. Bandy i bandyci zwykle wygrywają. Tak. Nie ma jednak innej drogi jak tylko trening zastosowania broni intelektualnej, np. prawnej, jak to prezentują Niepokonani'2012 – ich najbliższy kongres w Łodzi 11 maja 2019. Albo trening użycia oręża propagandowego, politycznego i historycznego jak to prezentuje „tylko Konferansjer” kolejnych konferencji i wydawca w jednej osobie, któremu wdzięczność i życzenia godziwego zysku z tych imprez. 



tagi: konferencja  baranów sandomierski  pielgrzymka zbrojna 

Magazynier
12 marca 2019 20:47
31     1385    24 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @Magazynier
12 marca 2019 21:01

jeszcze doczytam rano bo już się kładę spać, ale jak patrzę na zdjęcie to ten z obrazu różni się ode mnie tylko tym że ma większy brzuch ;-)

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @parasolnikov 12 marca 2019 21:01
12 marca 2019 21:05

Jeszcze jest kilka innych drobiazgów jak np. obuwie, nakrycie głowy, wdzianko, szlafrok jakiś czy co ... Słodkich snów. Niech ci się przyśnią aniołki z zarostem Stefana Batorego.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Magazynier
12 marca 2019 21:18

Podziękowania i plus za kolejny wspaniały opis konferencji w Baranowie Sandomierskim. Dziękujemy za zajmujące rozmowy i miłe towarzystwo przy stole.

Pozdrowienia

zaloguj się by móc komentować

Paris @Magazynier
12 marca 2019 21:36

Chapeau bas...

... Panie Magazynierze  !!! 

Wspaniala relacja... plus piekne zdjecia.  Oczywiscie daje - bezapelacyjnie - plusa...  podobnie zreszta jak Pani Aleksandrze,  Pani Ainolatak, Pani Marii Ciszewskiej i Panu Andrzejowi z Gdanska... bo nie potrafie zdecydowac, ktora z relacji wyzej wymienionych  jest lepsza...

... wszystkie relacje sa  DOS-KO-NA-LE  !!!

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier
12 marca 2019 22:14

Dzięki wszystkim za poświęcony czas. Dodam, że wprowadziłem kilka poprawek. 

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @Magazynier
12 marca 2019 23:13

Obecny. +++

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier
12 marca 2019 23:56

Dzięki. 

.

Będzin to inna sprawa. Tego Pan nie wie. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier
13 marca 2019 00:17

Wiem, wiem, tylko że ładne zdjęcie. 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Magazynier
13 marca 2019 12:32

No piękna relacja. A jeszcze te zdjęcia. Duży plus.

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @pink-panther 13 marca 2019 12:32
13 marca 2019 13:12

Konferencja była piękna to i relacja musi taka być, choćby po części.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Magazynier
13 marca 2019 13:29

Bardzo dokładna relacja z pierwszorzędnej imprezy. Kłaniam się.

zaloguj się by móc komentować


Aleksandra @Magazynier
13 marca 2019 17:07

Przepiękne pierwsze zdjęcie! Za nie zaraz dam +:) A i za podwójny wizerunek królewski Parasola - uśmiechaliśmy się miło do siebie, ale nie wiedziałam, że uroczy uśmiech - właśnie zacnego Parasola:))) Pozdrawiam obu Panów podwójnie:)

Bardzo dobra relacja, ale mam drobną uwagę - Malczewski w kaplicy - nie oryginał, a kopia, i moim zdaniem, średnio udana. Oryginał ocalonych malowideł ma Muzeum Diecezjalne w arnowie.

Pozdrowienia!:)

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Aleksandra 13 marca 2019 17:07
13 marca 2019 18:00

Dziękuję. Ale jak to tak? To Malczewski nie malował tego za nomową Stryjeńskiego? Tylko kopia? Trochę jestem rozczarowany. Tym nie mniej, mimo wyblakłych olejnych, te polskie emocje Malczewskiego widać tu. Zwłaszcza w postaci św. Jacka. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Aleksandra 13 marca 2019 17:07
13 marca 2019 18:01

A coś o tym Aniele Bożym wie pani?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier
13 marca 2019 18:04

Ale ludzie, ludziska, doczytajcie do tego fragmentu o wnioskach z wykładu Kostrzewy, bo mam wrażenie że pasujecie po streszczeniu Ks. Irka. Nikogo moje wnioski z jej wykładu nie oburzają? Nie gorszą? Nie skandalizują? Albo nie śmieszą? Wszyscy zakręceni? Czy może to już koniec blogosfery?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Aleksandra 13 marca 2019 17:07
13 marca 2019 18:05

Nadto upraszam o spozycjonowanie zdjęć jako tła dla tekstu. Bo inaczej następnym razem zdjęć nie dam.

zaloguj się by móc komentować

Aleksandra @Magazynier 13 marca 2019 18:05
13 marca 2019 19:03

:) Zdjęcia ubarwiają zapis, jasne, a i same opowiadają:)

Malczewski malował dla kaplicy, ale oryginały ocalone przed barbarzyńcami są już poza Baranowem, szkoda... Chociaż może w Muzeum Diecezjalnym może je zobaczyć więcej osób? Nie wiem. 

Co do lewego skrzydła ołłarza - myślę, że Malczewski namalował obiasza (proszę dodać pierwszą głoskę - u mnie nie klika, przepraszam) z Archaniołem Rafałem; wydaje się, że w czasie kiedy ozdabiano kaplicę (około 1902) biblijna figura wędrującego pod opieką Anioła chłopca fascynowała Malczewskiego (synowi dał imię Rafał).

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Aleksandra 13 marca 2019 19:03
13 marca 2019 22:02

Faktycznie szkoda. Tak myślałem że to Rafał Archanioł. Kojarzy się też z losami Polaków po powstaniu styczniowym. Wędrówka w celu odzyskania spadku po przodkach. Ciekawa historia z tym jego synem. 

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @Magazynier
13 marca 2019 22:10

Świetna relacja!

Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Magazynier
14 marca 2019 00:18

Dzięki, Wacku. A tu w nagrodę obrońcy lub zdobywcy naszych "czworaków". Takie nawiązanie do Twojego tytułu i kontrast starego z nowym;-)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier
14 marca 2019 08:43

Z  tymi wrażeniami z konferencji, to jest tak, że jako uczestnicy przeżywamy je długo  i z każdą nową relacją wpada jakiś nowy punkcik zaczepienia. Nowe notki na inne tematy już na tablicy, a my zanurzeni po uszy w tym fajnym wydarzeniu ciągle je komentujemy :) Dzięki za Pana wkład! Jest co rozpamiętywać :)

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @jolanta-gancarz 14 marca 2019 00:18
14 marca 2019 09:03

Dzięki. Kontrast nie taki znów duży. Nowe i stare, oboje szpanerskie. Stare jednak czegoś bardziej. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 14 marca 2019 08:43
14 marca 2019 09:05

Przyjemność i honor po mojej stronie. A pokłócić się to nie łaska? Przecież mój program konwersacyjny po klęsce chicagowskiej, na pierwszy rzut oka, to czysy debilizm. Ja jednak będę go bronił. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 14 marca 2019 08:43
14 marca 2019 09:09

No właśnie. Nie masz ochoty pokłócić się ze mną? Np. o to co napisałem na temat gadania w ślad za fortelem chicagowsko-moskiewskim. Albo o Twardocha, bo ja uważam że on jednak nie poleciał na kasę. My lecimy na kasę, dlatego tacy jesteśmy pokorniutcy. Z nim to jednak inna sprawa. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Andrzej-z-Gdanska 13 marca 2019 22:10
14 marca 2019 09:28

Pańska natomiast nie tylko świetna ale i dokładna. Podziwiam warsztat skryby. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier 14 marca 2019 09:09
14 marca 2019 09:33

Nie byłam na prelekcji, bo we mnie krew wrze i jeszcze zadałabym jakieś głupie pytanie np. kto tworzy prawo w Polsce i jaki jest w tym udział prawników, w tym tych działających w sferze publicznej i za takież pieniądze. Naprawdę to zbyt bolesne, żeby bez sensownych wniosków, wyjaśniających cokolwiek i dających podstawę do określenia w prawie, dokładnie kto ponosi i za co odpowiedzialność oraz pokazanie podstawy do pociągnięcia do tej odpowiedzialności, tracić czas. Bo kolejne pytanie byłoby: a co w takim razie, jeśli tamta sprawa jest przez prawników nie do ruszenia i zastraszana, zrobiono, by zaprotestować wobec takiego traktowania prawa. Zaprotestować w formie jakiegoś projektu prawnego, który w przyszłości, jeśli taka się sytuacja wydarzy postawić sprawę jednoznacznie i włożyć to w procedury. No nie wiem może ja jako prosto rozumujący człowiek zupełnie nie rozumiem tych subtelnych zawiłości prawnych. Być może...będąc kilka razy do roku w sądzie mam jednak inne wrażenie.

A co do twojego programu :) Ja wierzę, że Ci którzy zginęli nam pomagają (przynajmniej niektórzy), szczególnie jeśli często się za nich modlimy. Pomagają myśleć o Polsce. Że zostawili na tym lotnisku i w Moskwie jakąś cząstkę i po nią wrócą...

No, ale Ty również nie pokłóciłeś się ze mną o... no nie wiem o co  ;-)

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 14 marca 2019 09:33
14 marca 2019 15:45

Nie miałem o co się pokłócić. Ze wszystkim się zgodziłem. A co do prawników masz rację. 

A jednak warto było tego wysłuchać,  bo to jest wiedza. Oczywiście, trzeba dodać do tego, co było powiedziane o naciskach, czyli o Klichu i Morozowie. Mówiła też wprost o naciskach na prawników. Przepisy i procedury to narzędzia i dużo zależy od tego, kto się nimi posługuje i je interpretuje. Z pewnością wstawiają się za nami. Zwłaszcza  Biskup polowoy Tadeusz Płoski. 

Świat prawników to świat gangów i klanów ale i nacisków i śmierdzących układów jak to widać po Trybunale Konstytycyjnym i Najwyższym Sądzie, układów nawet międzynarodowych.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 14 marca 2019 09:33
14 marca 2019 15:48

Ojej, nie zauważyłem. Ta druga odpowiedź była do Joli. Niezauważalnie przeszliśmy na ty tym sposobem.  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier 14 marca 2019 09:03
14 marca 2019 15:49

No właśnie. Nie masz ochoty pokłócić się ze mną? Np. o to co napisałem na temat gadania w ślad za fortelem chicagowsko-moskiewskim. Albo o Twardocha, bo ja uważam że on jednak nie poleciał na kasę. My lecimy na kasę, dlatego tacy jesteśmy pokorniutcy. Z nim to jednak inna sprawa. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować