-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Etos frajdy, testament polskich ziemian i spotkanie/konferencja w Tłokini Kościelnej z dedykacją Wierzącemu Sceptykowi

Państwo Chrystowscy, pierwsi właściciele pałacu tłokińskiego, z rodziną i przyjaciółmi.

Rzecz jasna mowa tu o radości ludzi w miarę dojrzałych. Zatem nie jest to nieokiełznana radocha nastolatków. Raczej radość głębokiego smaku czerpanego ze spotkania z ludźmi rozumnymi a pracowitymi i z ważkimi treściamiu zaczerpniętymi od nich. Spotkaniem albowiem, a raczej serią niezliczonych spotkań, konferencja owa była. I powiem szczerze, że wiele wniosło w te spotkania miejsce, mianowicie bardzo starannie i elegancko odnowiony pałac polskich ziemian, Chrystowskich, w Tłokini Kościelnej. W wolnej chwili, to znaczy kiedy już nie byłem w stanie pobierać nowych treści, udałem się na zwiedzanie tego urokliwego budynku i razem gościnnego domu, podziwiając smak z jakim został odnowiony, obrazy i zdjęcia zawieszone na ścianach, takie jak na przykład to:

Zauważcie mili państwo, że na tym ciepłym, rodzinnym i pełnym humoru zdjęciu są trzy osoby, Pani i Pan na Tłokini, Zofia i Ignacy Chrystowscy i ktoś trzeci, być może ktoś z rodziny p. Zofii, bo jest podobieństwo do niej, jakaś młoda niewiasta usadowiona w kominku. Córka raczej nie, bo jak informuje mnie Tropiciel (00:02), Chrystowscy dzieci nie mieli. Niestety nie dotarłem jeszcze do źródeł, które pozwoliłyby odtworzyć imię tej osoby. A źródła takie są. Przede wszystkim to niepowtarzalna książka Pałac Chrystowskich w Tłokini Kościelnej Anny Tabaki i Macieja Błachowicza, słusznie rozpropagowanej wraz z zakończeniem renowacji pałacu w 2012 r. P. Krysiak pisze o niej (http://www.rc.fm/polityczne/ksiazka-o-palacu.html) co następuje: „Pałac Chrystowskich w Tłokini Kościelnej – to wydawnictwo po części albumowe, a to za sprawą bogatej ilustracji zdjęciami pochodzącymi z oryginalnego albumu rodzinnego, prowadzonego skrupulatnie przez ostatnią przedwojenną panią domu – Zofię Chrystowską. Tenże album udało się odnaleźć Tadeuszowi Mazkowi i stał się on kanwą do powstania bardzo wartościowego historycznie wydawnictwa. Zdjęcia z albumu zostały w całości zreprodukowane w książce, ale stanowią też jednocześnie elementy bogatego wystroju pałacowych pomieszczeń, co nadaje tak wydawnictwu jak i Pałacowi Tłokinia bardzo osobistego charakteru. ” Wracając do kominka, dziś przedstawia się on w takim oto kształcie:

Cały zaś splendor dzisiejszy, pieczołowicie odtwarzający całą oryginalną estetykę pałacu, jak to widzimy na poniższych zdjęciach:

 

to zasługa tegoż właśnie Tadeusza Mazka:

pierwszego od prawej na zdjęciu wykonanym przy odbieraniu nagrody za najlepszą modernizację roku 2012, sprawiedliwie rozpromienionego rąk swoich robotą i, rzecz jasna, … swojego upartego umysłu. A zatem parę słów o nim. Tadeusz Mazek jest właścicielem kaliskiej firmy Mazek Nieruchomości. I jeśli tę rekonstrukcję, wraz z odnalezieniem albumu rodzinnego Chrystowskich, nazywa się modernizacją, to można by śmiało rzec, że przy takich modernizacjach Rzeczypospolita dzisiejsza bez przeszkód osiągnęłaby piękno krajobrazu architektonicznego Rzeczypospolitej Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy. No przynajmniej Polski międzywojennej. Dlatego z czystym sumieniem reklamuję tu jego usługi, nadmieniając, że nagroda otrzymana w 2012 roku dotyczyła również modernizacji mieszkalnej, mianowicie takiegoż przysposobienie byłych koszar w Ostrowie Wielkopolskim. Wpisując w wyszukiwarkę imię i nazwisko tego nietuzinkowego przedsiębiorcy razem z nazwą Tłokinia znajdziecie, mili państwo kilka ciekawych tekstów, zaś w jednym z nich coś, co nie sposób by nie przyszpiliło serdecznie dociekliwego czytelnika Szkoły nawigatorów. Mianowicie to:

Testament Zofii i Igancego Chrystowskich, skreślony najwyraźniej niezawodną dłonią p. Igancego, o którym zapewne więcej można dowiedzieć się ze źródła, czyli z wyżej wymienionej książki. Pan Ignacy, który gościł w swoich włościach Romana Dmowskiego, Kardynała Kakowskiego i gen. Jan Mariana Hempla i senatora Władysława Jabłonowskiego, zmarł w 1938 r. Pani Zofia została wyrzucona ze swojej posiadłości przez Niemców w 1939 r. Powojenna władza stalinowskiego gangu nie dała szansy pani Zofii na odzyskanie swego majątku. Nie sposób nie zatrzymać się w chwili cichej a intensywnej kontemplacji nad tym wyrazem woli fundatorów pałacu w Tłokini Kościelnej: „Dla przyszłych pokoleń ...”.

Owoż i spełnia się ów testament. Najpierw przez pracę p. Mazka, potem przez zarządzanie pałacem jako miejscem konferencji, zjazdów i uroczystości, przez jego syna Piotra i synową Angelikę. Tydzień temu zaś przez zajazd nawigatorów pod buławą p. Maciejewskiego, który oczywiście był „tylko” pomysłodawcą owej konferencji Nacjonalizm – afirmacja i krytyka postawy, tym, który znalazł Tłokinię, zapewne z pomocą przyjaciół, oraz „tylko i wyłącznie” konfenansjerem i stróżem porządku rzeczonego zajazdu. Co tu dużo mówić. Dla nas i oczywiście nie tylko dla nas wznieśli ten pałac pp. Chrystowscy, zaś p. Mazek go odbudował, a jego syn wraz ze swoją małżonką udostępnili go na potrzeby wyjazdowej Szkoły nawigatorów. I nie jest owo spełnienie testamentu Chrystowskich rzeczą powierzchowną czy przypadkową. Są tylko znaki, jak mawia klasyk, nie ma przypadków. Owoż i znak, który długo będziemy smakować w kontemplatywnej ciszy. Znak. Przystało albowiem, by od takiej konferencji, w takim właśnie miejscu, naznaczonym takim właśnie niebywałym testamentem konkretnych, żywych polskich ziemian, zacząć cykl tych spotkań.

Spotkanie, mili państwo. Tak, spotkanie i spotkania. Jeżdżę, proszę ja was, po Polsce i po moim mieście, do roboty i z powrotem, i słucham sobie nagrań tragicznie zmarłego, w zasadzie zaginionego w Alpach, Ks. Krzysztofa Grzywocza, kierownika duchowego opolskiego Seminarium, egzorcysty, pisarza i mojego serdecznego przyjaciela. Słucham i powtarzam sobie, jak mantry, niektóre fragmenty jego konferencji. Ma cały cykl na temat depresji. W zasadzie to takie rekolekcje: Depresja – proroctwo naszych czasów, tak sobie je zatytułowałem. I cóż on tam mówi. Mianowicie, to, że w depresji terapia polega w 96 % na towarzyszeniu, na byciu z osobą cierpiącą, na spotkaniu. Techniki terapeutyczne to ledwie 4 %. Uzdrowienia dokonuje Najwyższy, za wolną zgodą, rzecz jasna, osoby cierpiącej. Nie mam zielonego pojęcia, czy prof. Święcicki zgodziłby się z tym zdaniem, ale tak czy inaczej niech to zabrzmi jak nieśmiałe podprowadzenie pod jego wykład na marcowej konferencji, którą spodziewamy się skonsumować w Baranowie Sandomierskim.

Owoż i uzdrawiająca moc spotkania. Najpierw z prelegentami i treściami tchnącymi nadzieją.

Przypomnę tematy i wykładowców: „dr hab. Krzysztof Kaczmarski – Rzeczpospolita Wielkiego Narodu – koncepcje geopolityczne Adama Doboszyńskiego, Marek Budzisz – Awans Rimlandu. O nowej geografii politycznej świata w myśli rosyjskich elit oraz konsekwencjach dla relacji z Unią Europejską, prof. dr hab. Piotr Tryjanowski – Zwierzęta zamkowych zakamarków. Jak zamki ukształtowały naszą przyrodę, prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk – Niemcy – kraj rewolucji. Od reformacji do roku 1968 dr Andrzej Gliwa – Niewola brańców tatarskich z ziem południowo-wschodnich Rzeczpospolitej w XVII wieku: doświadczenie przemocy i jego konsekwencje w postaci zespołu stresu pourazowego Piotr Kalinowski – Banknotowa dyplomacja Rzeszy.”

Czemu ja tu łączę treści najczęściej bardzo trudne, czy nawet dramatyczne, z nadzieją? Dlatego, że prawda o rzeczach ważnych, rzuca światło na rzeczywistość, przynajmniej, co jest bardzo ważne, uświadamia nam, w jakich sprawach winniśmy zanosić gorące prośby do Najwyższego. Tak więc mimo tragicznych losów Adama Doboszyńskiego, jest jakaś nadzieja zawarta w jego wizji Polski, jako wielkiego narodu, zdolnego do stworzenia szerokiego obszaru świata ludzkiego, prawdziwie ludzkiej cywilizacji opartej o nauczanie i moc płynące z Kościoła. Adam Doboszyński to postać nieprzeciętna, co znamienne aktywny ziemianin, sekretarza krakowskiego oddziału Związku Ziemian, którego przedstawił nam dr hab. Kaczmarski i to od tej mniej znanej strony, przynajmniej piszącemu te słowa, od strony jego wizji celów, jakie Polacy powinni sobie wyznaczyć, czyli przyszłego, powojennego rozwoju Rzeczypospolitej jako federacji kilku narodów, wyrażonego w dziełach napisanych w czasie wojennej emigracji w Wlk Brytanii, w Wielkim Narodzie oraz w Zagrodach i wspólnotach. Jeżeli były owe cele idealistyczne, czy utopijne, to nie przesłania ów fakt strategicznego geniuszu Doboszyńskiego. Zapewne potrzebne byłyby tu korekty historyczne, aby uczynić z programu Doboszyńskiego program realny. Jednak wiele z tych idei znalazło swój wyraz w społecznym nauczaniu Kard. Wyszyńskiego, jak na przykład silny akcent postawiony na własność i uprawę ziemi, i na, alternatywną wobec liberalnej, organizację pracy produkcyjnej, wywiedzioną ze Społecznej Nauki Kościoła, traktującego robotnika, twórcę i rzemieślnika jako właścicieli swoich umiejętności. No właśnie jako właścicieli, a zatem wolną od agresywnej koncentracji kapitału, czyli od nowego niewolonictwa. Ideologię, politykę i geopolitykę, niemiecką na przestrzeni dziejów i współczesną moskiewską, w sposób fascynujący, przybliżyli nam prof. Kucharczyk, dr. Budzisz i Piotr Kalinowski „Pioter”.

Jeśli mamy dostęp do prawdy, mamy nadzieję, że nie zagubimy się w chaosie własnych domysłów. Owe domysły nabiorą cech porządku, podobnego porządkowi górskiej ścieżki z jej nieprzewidywalnymi meandrami, po której dojdziemy do szczytu i ujrzymy całą szeroką panoramę rzeczywistości. Tak więc doszliśmy i zobaczyliśmy wiele. Część tego, co ujrzeliśmy znalazła swój wyraz w wywiadach przeprowadzonych przez p. Maciejewskiego z dr Kaczmarskim (w trakcie konferencji), z prof. Kucharczykiem (dwie części opublikowane jeszcze przed konferencją i kolejna w trakcie), z dr Budziszem (w trakcie), prof. Tryjanowskim (w trakcie) i dr. Andrzejem Gliwą (zapewne wkrótce).

Być może wykazuję się tu jakimś moim chwilowym skrzywieniem intelektualnym, ale nie potrafię odpędzić od siebie wrażenia, że to wszystko miało charakter terapii umysły, ćwiczeń intelektualnych indukujących skuteczne sposoby poznawania prawdy. Prof. Tryjanowski pouczał nas o jednej z tych kluczowych rzeczy, które zamiecione są pod ów przysłowiowy dywan, mianowicie o czynieniu ziemi poddaną nam, ludziom, w wymiarze fauny. No bo rzeczywiście czynienie flory poddaną mamy dość dobrze opanowane, nawet jeśli w wydaniu amatorskim. Ale świat zwierząt to już gorsza sprawa. Owszem hodowla, ale tu mowa była o mniej zauważalnych, niehodowlanych, dzikich gatunkach zamieszkujących pałace, zamki i ruiny zamkowe. A na ich przykładzie o koniecznym modelu pożądanego podejścia do środowiska zwierząt.

W końcu w wykładzie dr. Gliwy oprócz historii i strategii najazdów tatarskich na ziemie polskie w 17 w. pojawił się ów ważny zwiastun terapeutyczny, mianowicie syndrom po-traumatyczny obecny w relacjach ocaleńców, wykupionych z niewoli tatarskiej i tureckiej, oraz w obrazach z owej epoki z kresów wschodnich.

Nie bez znaczenie były dyskusje z prelegentami, wymiana zdań, nawet głosy krytyczne, jak ów głos prof. Kucharczyka w odpowiedzi na stwierdzenie Piotra Kalinowskiego, mówiącego na temat ukrytych komunikatów politycznych, dyplomatycznych w grafikach na banknotach niemieckich, stwierdzenie dotyczące powiązań Józefa Piłsudskiego z agenturą niemiecką. Było to ważne świadectwo badacza, który miał wgląd bezpośredni w archiwa niemiecki. Prof. Kucharczyk stwierdził, po prostu, że nie ma żadnego śladu agenturalnej działalności Piłsudskiego na rzecz Niemiec czy Austro-Węgier. Na co p. Maciejewski, usprawiedliwiając p. Kalinowskiego przytoczył fragmenty książki Ryszarda Świętka Lodowa ściana: sekrety polityki Józefa Piłsudskiego, w których mowa jest właśnie o domysłach dotyczących współpraca Piłsudskiego z wywiadem niemieckim. Po czym zaraz zacytował pamiętniki austriackiego polityka owego czasu, blisko związanego ze służbami niemieckimi i imperialnymi, który Piłsudskiego wymienił tylko raz i to w całkiem innym kontekście. Nie muszą wyjaśniać, jak poszerzyło to horyzont poznawczy uczestników tej konferencji.

No i spotkania między uczestnikami. Ja pogadałem serdecznie z Tropicielką. Dodam jeszcze że rankiem 8 grudnia, w święto Niepokalanego Poczęcia Maryi, wspólnie uczestniczyliśmy w Eucharystii w kaliskim Sanktuarium Najmiłosierniejszego Serca Zbawiciela, prowadzonym przez oo. Jezuitów. Wysłuchaliśmy świetnego kazania. A zatem Tropicielce i mnie udało się zażyć owego najważniejszego spotkania.

Miałem przyjemność, wraz z moimi przyjaciółmi z Opola, p. Marysią i p. Antonim, oraz z Tropicielką, porozmawiać z mamą p. Lucyny i dziećmi pp. Maciejewskich przy obiedzie. Kątem oka konotując śmigającą w te i z powrotem znakomitą obsługę. Pogadałem sobie bardzo fajnie przy innej okazji z Goryliskiem, ze słynnym panem Ravenem, którego nigdy nie widać, bo zawsze trzyma kamerę, z panem Irkiem fotografem i z Wawrzyńcem z Brzezin, których pozdrawiam serdecznie. Przy kolacji w gustownej restauracji hotelowej zasiedliśmy za okrągłym stołem wraz z Ainolatakiem, p. Marią Ciszewską, panią z radia Wnet, Tropicielką, p. Kaczmarskim, Ks. Filipem z Kanady, p. Kalinowskim. Dosiadła się do nas potem p. Agnieszka, Valser, Parasolnikov i p. Irek fotograf. I im więcej ludzi się tam dosiadało, więcej jakby przestrzeni przybywało, przynajmniej duchowej. Gadaliśmy i słuchaliśmy, słuchaliśmy i gadaliśmy, gadaliśmy i słuchaliśmy. Okrągły stół to genialny wynalazek. Jak komuś za bardzo brzęczał nad uchem jeden temat mógł się przesiąść. Nadto jedliśmy i piliśmy, i piliśmy i jedliśmy, i jedliśmy i piliśmy dania i trunki ze znakomitej kuchni tłokińskiej, doskonale obsługiwani przez miłych, bezpretensjonalnych, komunikatywnych, elastycznych kelnerów, wyrozumiałych dla niezdecydowania i kaprysów ludzi zaskoczonych elegancją, słowem przez zawodowców wysokiej klasy. Gołąbki robią tam doskonałe. Świetni kucharze. Obiad też niczego sobie. Zwłaszcza warzywa w beszamelu i pstrąg pieczony. Z pewnością nie straciłem na wadze mimo całego sportu konferencyjnego. Zaś owe ploteczki jakże ważnymi były spotkaniami. Wszystkich pozdrawiam i dziękuję za ten czas.

Czemu były one takie ważne, nie pytaj, czytelniku miły, tylko napisz w komentarzu.

Była też modlitwa, czyli spotkanie najważniejsze. Była modlitwa na rozpoczęcie, na którą spóźniłem się wraz z Tropicielką, bo musiałem przenieść się do innego pokoju w Domu Pielgrzyma przy słynnym na Polską i świat cały Sanktuarium Św. Józefa. Była też modlitwa za pośrednictwem Niepokalanej w słynną na cały Kościół Powszechny godzinę łaski w samo południe. Była modlitwa również na zakończenie. Żaden z poszukujących prawdy i świętości grzeszników nie wymawiał się od tych wspólnych modlitw-spotkań z Tym, który jest prawdą.

W końcu, dlaczego ta dedykacja? Dlatego albowiem, że Wierzącemu Sceptykowi zawdzięczam moje uczestnictwo w tłokińskiej konferencji, pierwszego zajazdu nawigatorów na dworek ziemiański, pierwszego i jakże znamiennego. Wierzący Sceptyk po prostu pokrył moją opłatę konferencyjną, za co wdzięczność. Po prostu nie stać by mnie było. Albo musiałbym się zapożyczyć, a tego wolałem uniknąć. Forsa w końcu pojawiła się na moim koncie, ale dopiero po konferencji i to niespodziewanie, wskutek dalszej mojej podróży, która wcale a wcale nie miała celów mendykanckich, i inna jeszcze wskutek jakichś aberracji biurokratycznych mojego zakładu pracy. Czyż Pan nie jest Wielki? JESHUA AKBAR!

P.s. W niedzielę natomiast spotkałem jeszcze Ravena i p. Irka w Sanktuarium św. Józefa. Spotkaliśmy się pod cudownym obrazem Trójcy Przenajświętszej i św. Rodziny.

Ja byłem już po Mszy św., oni czekali na kolejną. I wyszedł nam na spotkanie Ks. Prałat Jacek Płota, kustosz sanktuarium. Najpierw opowiadał grupie pielgrzymów z Podhala, i nam przy okazji, historię cudownego obrazu, sporządzonego na rządanie samego św. Józefa w 17 wiecznym (1673 r.) objawieniu prywantym udzielonym pewnemu włościaninowi Stobieni ze wsi Solec (Szulec) i historię jego cudownego uzdrowienia w skutek spełnienia rządania św. Józefa. Potem Ks. Jacek zamienił kilka radosnych słów z nami. Ucieszył się szczerze, że dwaj moi dobrzy znajomi konferencyjni są z Warszawy zaś ja z Opola. Radość niekłamana leczy. Naprawdę leczy. 



tagi: konferencja  ziemianie  tłokinia  kalisz  chrystowscy  tadeusz mazek  św. józef  radość 

Magazynier
15 grudnia 2018 22:34
22     1500    27 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @Magazynier
15 grudnia 2018 22:42

Fantastyczna relacja. Wierzący Sceptyk to anioł :)

Mam nadzieję, że uda się również wyjazd do Baranowa dzięki głosom. Ja głosuję obydwoma ręcyma...

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier
15 grudnia 2018 22:49

Jeszcze tylko dodam, że siedziała z nami Marysia Ciszewska, Pani Ewa Rembikowska musiała dość szybko zaraz po wykładach uciekać.

Świetne zdjęcia, żałuję, że sama nie zrobiłam, szczególnie drewnianemu kościołowi w Tłokinii, gdzie byłyśmy na mszy św. w niedzielę.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 15 grudnia 2018 22:49
15 grudnia 2018 22:54

Jasne. Ja to mam pamięć do nazwisk jako do stanu swego konta. Zaraz poprawiam. Zdjęcia nie moje. Też żałowałem że nie napstrkałem. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 15 grudnia 2018 22:42
15 grudnia 2018 22:56

Anioł acz sceptyczny, co w wierze znajduję bardzo pomocnym. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier
15 grudnia 2018 22:58

Wątpił, że Pan pojedzie? ;)

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 15 grudnia 2018 22:58
15 grudnia 2018 23:11

Ależ skąd. Ja mówię o całokształcie jego wypowiedzi w dyskusjach, no i w ogóle o postawie sceptycyzmu, który uwalnia wiarę od powierzchowności. 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Magazynier
15 grudnia 2018 23:20

Wacku, jeszcze raz wielkie dzięki za wszystko. Piękna opowieść i piękne zdjęcia! Jak to dobrze, że je zrobiłeś. Ale ta dziewczyna, siedząca w kominku na starej fotografii, nie może być córką pp. Chrystowskich, bo byli bezdzietni. Może ktoś z dalszej rodziny, może przyjaciółka?

ps.

Czy książki się znalazły?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @jolanta-gancarz 15 grudnia 2018 23:20
16 grudnia 2018 00:00

Tak. Czekały cichutko i cierpliwie w rzeczonej szafie. 

Dziewczyna w kominku podobna jest do Zofii. Może siostra.

Zdjęcia z sieci, nie zdążyłem ze zdjęciami i jakąś miałem zaćmę. 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Magazynier
16 grudnia 2018 00:12

Dzięki, świetna relacja! A może lepiej powiedzieć refleksja. Byłem tam a tylu głębi nie zauważyłem w pośpiechu.
 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @parasolnikov 16 grudnia 2018 00:12
16 grudnia 2018 00:22

Nie szkodzi. Podtytuł każdej takiej konferencji to "Nie teraz", tak jak nazwa tego teatru Tomasza Żaka, bo rzecz prawdziwa, jak on mówi, dojrzewa nie w czasie spektaklu ale po. Faktyczna sztuka albo faktyczne poznanie prawdy, przychodzi po fakcie. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @ainolatak 15 grudnia 2018 22:42
16 grudnia 2018 02:30

Tak...

... bo wpis Pana Magazyniera - autentycznie - natchniony... cudowny  !!!

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Magazynier 16 grudnia 2018 00:22
16 grudnia 2018 08:09

Dlatego właśnie dobrze jest, że nie ma czasu na myślenie kiedy trwa konferencja. Potem rodzą się z tego takie piękne refleksje. Wiem co robię...

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski 16 grudnia 2018 08:09
16 grudnia 2018 12:22

W tym sęk. Dodam jeszcze, że prelekcje są na tyle długie że można w trakcie zrobic sobie przerwę, wrócić i załapać się na inną część tego samego wykładu, również ciekawą. Bo przy tak długich prelekcjach na pierwszy plan wysuwa się informacja, wobec której i tak siłą rzeczy podchodzimy selektywnie. W długiej prelekcji jest kilka następujących po sobie linii argumentacyjnych. Nawet prelekcja prof. Kucharczyka rozbiła się na etapy według kolejnych faz rewolucji niemieckiej. Najbardziej chyba opierający się na jednej linii argumentacyjnej był wykład dr. Gliwy. Ale tu na szczęści wiele dowiedziałem się z wcześniejszych wywiadów z nim. To co było nowe dla mnie to ta trauma ocaleńców. A wtedy właśnie po krótkim zwiedzaniu pałacu  odzyskałem już jasność percepcji.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski 16 grudnia 2018 08:09
16 grudnia 2018 12:33

Przypomnij proszę, jak się nazywa ten Austriak, który raz tylko wspomniał o Piłsudskim w swoim pamiętniku.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Paris 16 grudnia 2018 02:30
16 grudnia 2018 12:36

Dziękuję. Ale natchnieni przede wszystkim byli Ignacy Chrystowski i jego żona Zofia, kiedy spisywali ten testament, potem Tadeusz Mazek, co zresztą widać na zdjęciu z wręczenia nagród, a potem nasz "konfenansjer". SN jest wielka wystarczy po prostu pozbierać kilka informacji z niej, pogrzebać trochę w sieci i wułala, odlot gotowy. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Magazynier 16 grudnia 2018 12:36
16 grudnia 2018 18:42

Tak...

... pewnie ciesza sie w Niebie z takiego obrotu spraw... bo wlasnie ich testament wypelnia sie na naszych oczach  !!!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier
16 grudnia 2018 19:03

Bardzo intensywnie spędzony czas . Ja jednak potrzebuję spokoju żeby słyszeć co mianowicie słyszę 

:)

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 16 grudnia 2018 19:03
16 grudnia 2018 22:27

Tak, ale zawsze można sobie zrobić selekcję, czyli zdeintensywikować czas.

Ale mnie wena poniosła ... zdeintensywikować ... prawie jak denazyfikacja.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Magazynier
17 grudnia 2018 09:14

Bardzo dziękuję. Przesiedziałem przed tym kominkiem, jak gość oczekujący na przyjęcie państwa Chrystowskich, dobre pół godziny, łapiąc oddech między wykładami. Mimo przebywania w cudownym wnętrzu, wśród wspaniałych ludzi, dojrzał we mnie nastój minorowy. Nie doczekam się dawnych gospodarzy. I rzecz nie w ich metryce, czy braku potomków. Program „narody bez historii”, o którym wspomniał prof. Kucharczyk był i tu skutecznie realizowany. Złowieszcze, dla mnie, jest jedno ze zdjęć w pałacu, na którym widnieje Bronisław Komorowski herbu prezydent. Dobrze, że ono tam wisi, bo dysonans jaki sprawia jest wstrząsający, wzbudza myśl, że narodom pozbawionym historii można łatwo historię narzucić. Ten fragment Polski miał przestać istnieć, miał być zapomniany, zohydzony jak Adam Doboszyński. Nie udało się.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Greenwatcher 17 grudnia 2018 09:14
17 grudnia 2018 12:10

"Nie udało się." Zgadza się. Testament Chrystowskich na większą moc. Zatem nastrój minorowy poszedł won.

Ja też zauważyłem tego Komorowskiego. Ale to tak jak z Kazimierzem Wlk i Krzyżakami. Tymczasowy kompromis strategiczny.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Greenwatcher 17 grudnia 2018 09:14
17 grudnia 2018 12:13

„narody bez historii”

Owszem, ale tylko te przeznaczone do niewolnictwa. Narody panów natomiast (względnie narody kapo) zyskują tą drogą historię odblaskowo sfałszowaną. 

zaloguj się by móc komentować

bolek @Magazynier
17 grudnia 2018 21:17

Plus!

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować