-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Fantazja anglo-normańsko-mennicza. (Moja fantazja) Czyli jak biec jeszcze szybciej albo nie biec? Cz. V.

"Humoreska" i "Ulotka" Mariana Hemara, które cytuje pani Gancarz w swoim ostatnim, bezprecedensowym tekście "O brytyjskiej wdzięczności" (20. 10. 2017), powinny się znaleźć na liście lektur. W ogóle nie zamierzałem napisać tego tekstu. Na początku to byl tylko komentarz do tekstu pani Gancarz. Ale to jest jak nałóg. Nie sposób nie podjąć dialogu z panią Jolantą, skądinąd Tropicielką. Inspiruje i potrafi zarazić pasją historyczną. 

Czytałem jakiś czas temu, w Naszym Dzienniku, wspomnienie pewnego kapelan Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, piszącego, że Polacy którzy zdecydowali się wrócić do kraju bodajże w 1946 czy 48, byli żegnani z "honorami". Była nawet orkiestra i jako podziękowanie zagrała im "Miałeś chamie złoty róg". Tak. Krew burzy się, ale ... ale ... ale ... Albion to wyspa. Na wyspie łatwiej dojść do władzy tyranowi. Mniej konkurencji zewnętrznej. Łatwiej mu zbierać śmietankę z handlu morskiego. Łatwiej założyć tam faktorie i robić interesy na handlu, na kruszcach, na usługach medycznych, na rachunkowości. Buntownikom zaś trudniej z wyspy uciec przed gniewem tyrana. Trudniej sprowadzić sojuszników.

Powiecie państwo, że Irlandia to też wyspa, a tyranii tam nie było przed Anglikami. Tak, dlatego że dawni Irlandczycy, synowi Mila syna Gaela, obronili się przed nią przez system klanowy, niemalże mafijny. Odebrali władzę realną Najwyższemu Królowi, Ard Ri (zauważcie ten rdzeń indoeuropejski, Ard, Arystoi, Ariowie, oraz Ri, Ra, Rex, Roi). Dali mu symboliczną, honorową funkcję rozjemcy i mistycznego oblubieńca Erie, Irlandii. Erie była jedną z trzech pradawnych władczyń tej wyspy, tuż przed najazdem synów Mila syna Gaela, Miledów. I to właśnie wodzowie klanów dybali na życię św. Patryka. Jedni do niego przylgnęli, zachęceni, a jakże, artyzmem jego liturgii, architektury i sztuki tworzonej w jego środowisku, poezji, i tego że fajnie było w tej jego rodzince chrześcijańskiej. Inni, pewnie ci bogatsi, poczuli i zrozumieli, że on zaraz odbierze im kasę. Stąd zamachy na jego życie. Stąd bezcenny zabytek poezji staroirlandzkiej, "Napierśnik św. Patryka", "St. Patrick's lorica", inaczej "Ryk jelenia" zawierający w sobie zalążek analogia entis, analogii bytu, i poznania Boga jako Czystego Aktu Istnienia, w pełni rozwinięty dopiero 800 lat później przez św. Tomasza z Akwinu.  

Pisał ktoś w komentarzach do znakomintego tekstu pani Gancarz, że ta brytyjska polityka bez żadnych sentymentów i zobowiązań wobec sojuszników i poddanych zemści się na nich. Nie jestem pewien. Chociaż w pewnym sensie już się mści, ale tylko na poddanych Korony, anglo-noramańsko-szocko-irlandzkich. Względnie na polskich osiedleńcach/wygnańcach. Duża część obywateli brytyjskich to wyznawcy Islamu. Powiecie że władza sobie z nimi poradzi. Owszem. Również przez napięcia z białymi autochtonami i białymi (polskimi) wyganańcami/osiedleńcami. Ale władza sobie poradzi. Z pewnością do czasu, ale jednak będzie sobie radzić. Czemu? 

Puszczam wodze teraz fantazji i snuję sobie niewyraźne, mgliste domysły mojej chorobliwej obsesyjnej wyobraźni, które wskazują na to, że od Wilhelma Bękarta (zwanego Zdobywcą) elita polityczna angielska była oblubienicą pradawnego smoka. Co ciekawe, jak podaje angielska wiki, City of London nie zostało zdobyte przez Wilhelam Bękarta i nie zostało objęte "Doomsday book", dokumentem określającym, kto ile płacił Edwardowi Wyznawcy (królowi do 1033) podatku. W ten sposób "Doomsday book" uwierzytelniała rzekomą legalność władzy normańskiego najeźdźcy i określała nadania i własności ziemskie po jego władzą. Wilhelm zbudował trzy zamki mające trzymać Londym na linii strzału (w tym Tower of London). Jeśli City było ważnym ośrodkiem finanasów i handlu i już od czasów Alfreda Wielkiego, który założył tam w IX w. kilka mennic, to znaczy że pilnował on tam . I tak się zaczęło. 

Ciekawe kto się wtedy zajmował biciem monet na królewskie zlecenie? Może potomkowie uciekinierów z Troi? Albo z Aleksandrii? Albo z innego jakiego miasta, że tak powiem, bliskowschodniego? Albo z Rzymu ogarniętego przez Hunów? Na razie nie mam czasu tego zbadać.

Może właśnie o to chodziło? Smok przestraszył się świętego władcy Edwarda z linii anglosaskiej, alfredzkiej, czyli z dynastii Wessex, która, jak to oznajmiał złoty smok w ich herbie, powinna dochować wierność smokowi pradawnemu. Edward Wyznawca przedostatni z anglosaskich Wessexów jest świętym Kościoła Katolickiego. Legenda przypisuje mu umysłowy niedorozwój. Takim go również przedstawia niestety sam Keith Chesterton, jakoby szermierz katolicyzmu w Anglii. Ale ja angielskim legendom dla zasady nie wierzę. Trzeba by sprawdzić w dokumentach watykańskich. Tak czy inaczej, dynastia Wessex zdradziła smoka dla tego "podrzutka z Nazaretu" i jego "rzymskiej sekty". Przecież gdyby znowu pojawił się jakiś święty władca Albionu, papieski Rzym miałby za dobrze na tym świecie, który jak przecież głosi Pismo Święte, a Pisma podważać nie można, "leży w mocy złego". 

"Nu tak. Kak eta tak, serdeńku? Leży czy nie leży? Jak leży, to znaczy się, dawaj w nasze ruki tych potomków tego, tfu na psa urok, naszego izmiennika! Sowsiem jak tego tam ... Jak mu tam było? Znaczy się Hioba. Przecież gaspadin Eduard miał być sliedujszczyj syn smoka! I to nie byle jakiego, ale złotego drakona! A tu już gaspadin Alfried zaczął nas zdradzać! Izmiena!! Ale mu mennice podesłalim. A Edik co? Mennic mu nie starczało? Nuuuu... eta znaczy się nie tak kak nada. Jeszcze by się rzymskim klechom nasze złoto dostało i handel morski."

Coś trzeba było zrobić. Dać kredyt na rozrubę norweskiemu Haraldowi i normańskiemu Wilhelmowi. I po sprawie.  

City rozkwita od 1565 pod światłymi rządami Elżbiety I Tudorowej, innymi słowy od czasu założenia tam Królewskiej Giełdy, Royal Exchange, przez sir Thomas Greshama, spadkobiercy chlubnych tradycji handlu i wazeliniarstwa sięgających czasów Henryka VIII. (Wolno wam wzruszyć tu raminami, mili państwo, i mruknąć: 'Jakby wcześniej nie rozkwitało i nikt tam nie czesał krociowych interesów". Ja tylko przytaknę i wskażę na cudzysłów ujmujący słówka "rozkwita".) Przypieczętowuje swoją pozycję fuzją z finansami amsterdamskimi w 1688 r., czyli depozycją Jakuba Stuarta i wprowdzeniem Wilhelam Orańskiego na tron, a pod jego skrzydłami finansów holendersko-żydowskich, o czym gęsto pisze Boson na swoim blogu, od niego bowiem wiele się dowiaduję na ten temat. Nadto mojej chorobliwej fantazji wolno snuć domysły o zadomowieniu się kabały wśród elity angielskiej jeszcze przed Johnem Dee. 

Nieustajacy sukces City, jego niemal boski, mistyczny status, utrzymuje w ten sposób nieustanną pozycję pół-oficjalnej dominacji "kultrowej" bądź "duchowej" nad społecznością anglosasko-normańsko-angloszkocko-angloirlandzką. Przez swoją politykę bez żadnych sentymentów i zobowiązań jest punktem odniesienia i wzorem dla Mystica Anglicana, duchowości "stiff upper lip", "kak gawariat Angliczianie", tzn. nie tyle duchowości godności wobec вся́киx обстоятельств (wszelkich okoliczności), ile duchowości "bez żadnych sentymentów". Dopóki jest City, będzie Imperium. Śmiem twierdzić w tej swojej chorobliwej fantazji anglo-normańskiej-menniczej, że jest dla niego bardzo pożytecznym narzędziem.

"Tak, tak, serdeńku. Bесccccccьма́ поле́ззззззный инсccccccтрумент ..."



tagi: albion  smok  city 

Magazynier
20 października 2017 21:10
2     481    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
jolanta-gancarz @Magazynier
21 października 2017 14:06

;-))) Wacek, nie szalej, bo się zawstydzę i zatnę!

Notka jak notka. To Hemar zrobił robotę. Był jak Coryllus w tamtych ciężkich czasach. Tylko zamiast prozą, na blogu, swoje przemyślenia, opinie o wydarzenich i moralne wzburzenie zamykał w mowie wiązanej, czyli w czytanych przed publicznością wierszach. Pisał je na goraco i dziś, zebrane przez Autora w kilku tomach, stanowią wciąż żywy komentarz do ówczesnej sytuacji politycznej, nie tylko Polski. A ile w tym ognia i talentu obserwacyjnego, nie mówiąc o wyrafinowanym (choć niekiedy dosadnym) języku i stylu. Nie wiem jak jest z prawami autorskimi, ale to by była perełka wydawnicza, bo tych emigracyjnych tekstów po 1989 r. u nas niemal nie wydawano. Jesli już, to przedwojenne teksty kabaretowe i trochę i tak już znanych, choćby z Wolnej Europy. A te, o których od 3 dni rozmawiamy, ukazały się tylko na emigracji i to chyba po jednym wydaniu.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @jolanta-gancarz 21 października 2017 14:06
21 października 2017 21:02

Droga Jolu, nie zacinaj się, nie zacinaj. I tak już długo czekaliśmy na twoje teksty. Hemar jest genialny. Rzeczywiście nie pomyślałem o tej analogii. Za mało go chyba znam. Zobaczymy, pogadamy, pomyślimy i zobaczymy. Prawa autorskie do załatwienia.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować