-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Jeszcze o śmierci i życiu Uniwersytetu

Teoretycznie jest taki rodzaj badań genderowych, które są do przyjęcia, nawet dla Ks. Oko. Sam to słyszałem z jego ust. Mianowicie są to badania nad tekstami z przeszłości, które świadczą o tym, jak w danej epoce i kulturze funkcjonowało pojęcie kobiety/damy/chłopki i mężczyzny/szlachcica/kmiecia, żony i męża, matki i ojca. I to rzeczywiście jest ok. Byłoby ok, gdyby Uniwersytet co najmniej w połowie należał do Kościoła. Tam byłaby gwarancja faktycznej obiektywności badań. Niestety z racji uzależnienia humanistki od dotacji państwowych, korporacyjnych, unijnych, ostatecznie od tajnej władzy, najczęściej w uczciwy wysiłek badawczy, jak to wnioskuję z obserwacji mojego humanistycznego otoczenia, musi zostać włączona ideologia typu neomarksizm Judith Butler, adwokatki nie tylko genderu, bezpłociwej płciowości, wolnej miłości ale przede wszystkim homoseksualnej i lesbijskiej, ale również kazirodztwa. Bo inaczej promocja będzie zamknięta. To są nieubłagane dogmary mafii pseudo-humanistycznej, albo może humanistycznej ale pseudo-uniwersyteckiej, jeśli mówiąc Uniwersytet mamy na myśli konieczność ciągłości tego przedsięwzięcia. 

Musi wejść ta obłędna dogmatyka, bo przecież, w myśl dogmatu freudowskiego, jeśli mężczyzna lub kobieta poczują chuć, muszą dać jej upust, bo inaczej hormony rzucą im się na mózg i im odbije i będą musieli być hospitalizowani w psychuszce albo na kozetce psychonalityka. Ręce opadają. Nie ma siły na ten obłęd. To jest coś gorszego niż faktyczna obsesja erotyczna czy jakiekolwiek uzależnienie. Widzi to każdy doświadczony małżonek, małżonka, a nawet stary kawaler erotoman. Ale nie młody mężczyzna, któremu wydaje się że jego siły witalne są niespożyte, czy młoda dziewczyna, która uważa że jej uczucia, również te związane z intymnością, z oblubieństwem i macierzyństwem, są studnią bez dna. Przecież siły płciowe są ograniczone. Im więcej się je używa, zwłaszcza dla swojej uciechy, tym ich bardziej ubywa. Erotomania czy nimfomania oznacza impotencję, płciową i uczuciową. Choć jest to ślepa uliczka bezsensu i rozpaczy, erotomania doświadczonego obesesjonata podpowiada mu, że po to, by czerpać satysfakcją, jakkolwiek niezdrową, ze swoich ekscesów, potrzebny jest umiar, asceza, odmówienie sobie przyjemności co najmniej co jakiś czas.

Ale tu w przypadku obsesji ideologicznej znacznie trudniej o czerwone światełko. Potrzebny byłby kontrast z faktycznym poznaniem, to zaś jest zabronione i potępione jako „herezja ortodoksji katolickiej”. Podaję to w cudzysłowie bo to jest po prostu sprzeczności taka że w sadzie centralny system nerwowy powinien trzasnąć. Niestety większość ludzi umysł ma dziś tak rozwodniony, że litość bierze.

Gender to kolejny gwóźdź do trumny świeckiego „uniwersytetu”, dętej akademii. Wydaje się że ostatni, ale kto to wie. „Uniwersytet” raczej dalej będzie potrzebny, tak jak sekta masońska, jako pas transmisyjny funduszy na propagandę, selekcjoner „kadry”, w tym potylicznej/politycznej, i jako dystrybutor nowych zadań. Jednak gender pociąga za sobą nieuniknione degrengoladowanie młodych ludzi. Jego istotą jest przekaz, typowy, dla korpopracyjnej potrzeby, stojącej za nim, potrzeby obniżenia kosztów pracy, że człowiek to galareta, z którą wszystko jedno, co się stanie. Może się łajdaczyć, świrować, ćpać, pociąć się, obcować ze zwierzętami a nawet insektami. Może chlać i rzygać do woli. Co widzimy często na tzw. juwenaliach, świętach studenckich, a co raczej jest wynikiem genderowo-medialnego i środowiskowego macerowania młodych ludzi, w najmniejszym jeszcze stopniu macerowania akademickiego genderowego. Oznacza to, że normalni ludzie, którym zależy na szczęściu swoich dzieci, będą posyłać je tylko do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, względnie na UKSW, czyli tam gdzie jest gwarancja przyzwoitej kultury bytu i obyczajów, tam gdzie ich dzieci faktycznie rozwiną skrzydła. Albo w ogóle przestaną posyłać swoje dzieci na studia. Edukacja domowa zastąpi edukację nie tylko podstawową i gimnazjalną ale i uniwersytecką. No i dobrze.



tagi: kościół  gender  uniwersytet  antyuniwerystet  antykościół 

Magazynier
30 października 2017 08:27
3     600    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
qwerty @Magazynier
1 listopada 2017 17:28

to jest tak jak z zajęciami z marksizmu leninizmu były obowiązkowe i egzaminy też - no i co po tym zostało? w każdym edukacyjnym gnojowniku da sie przeżyć i czegoś można sie nauczyć - o statusie decyduje dom i samoedukacja

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @qwerty 1 listopada 2017 17:28
1 listopada 2017 22:17

Tak. Niestety gender niszczy młodość ludzi wchodzących w życie. Trwale. Wieczerowy Kurs M i L też niszczył, ale nie kazał im kochać zboczeńców najlepiej przez dawanie im ciała. Po prostu miesza z błotem młodych ludzi. Wygrzebać się z tego to trudniejsza sztuka niż z MiL. 

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @Magazynier 1 listopada 2017 22:17
2 listopada 2017 16:36

Dla mnie miara jest obściskiwanie się z TW Ziejką.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować