-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Leon XIV o Objawieniu Pańskim i Pax Americana

https://www.youtube.com/watch?v=ZapvpaUo6rE&t=26s

Wspólnym rdzeniem homilii Loeona XIV, Abp Adriana Galbasa i Kard. Grzegorza Rysia z okazji Objawienia Chrystusa trzem królom-magom, jest rzeczywistość w scholastycznej metafizyce, również teologii, nazywana istnością. Istność oznacza złożenie istoty, natury danego bytu nadanej mu przez Dawcę Istnienia, z istnieniem, czyli realnością bytu pochodzącą z tego samego Źródła. Istność jest fundamentem bytu zwanego osobą, bytu zarówno Stwórcy jak i stworzenia. Przy czym to pojęcie i ta rzeczywistość jest najwłaściwsze dla Boga, ponieważ istność oznacza jedność istoty i istnienia. Istotą Boga jest po prostu istnienie. Homilia Kard. Rysia wymaga osobnego komentarza. Tym nie mniej mimo moich uwag krytycznych na jej temat, byłbym nieuczciwy udając, że Metropolita krakowski, nie jest przytomny tego wymiaru ludzkiego i Boskiego bytu. Zauważam, że żaden z hierarchów nie wymienia jej wprost, ale wszystko, co mówią oparte jest o nią. Linki do dwóch pozostałych homilii są na końcu tego tekstu.

Radość, wiara, nadzieja, miłość, radość odnalezienia nowo-narodzonego, nowego Króla Izraela, dobro zawarte w spotkaniu między Osobą i osobą, wszystkie te rzeczywistości mają wartość i są możliwe tylko z powodu „twardego rdzenia” bytu Osoby i osoby, z powodu tzw. istności. Jedność trzech Boskich Osób w Najświętszej Trójcy wynika z tego, iż mają tą samą istotę-naturę. Nie podobne istoty-natury, ale tę samą. „Bóg jest miłością”, pisze św. Jan Ewangelista. Lecz nie zrozumiemy go, jeśli miłość utożsamimy z uczuciem. Tymczasem dobro zwane miłością jest realną siłą wypływającą z wolnej woli, która istnieje naprawdę. Jest realna dzięki tej właśnie istności. Światło, które prowadziło królów-magów do groty betlejemskiej, było realne, tak jak realnym był Bóg-człowiek w postaci niemowlęcia. Ich spotkanie z Nim, ich radość i wiara były realne i możliwe z powodu, iż ich natury miały w sobie podobieństwo do Istności Boga.

„Drzwi Święte tej Bazyliki,” mówił Leon XIV, „które jako ostatnie zostały dziś zamknięte, widziały przepływ niezliczonych mężczyzn i kobiet – pielgrzymów nadziei, zmierzających do Miasta o bramach zawsze otwartych, do nowego Jeruzalem. Kim byli i co nimi kierowało? ... Miliony z nich przekroczyły próg Kościoła. Co znaleźli?” Odnaleźli Tego, którego poszukiwali królowie-mędrcy, który był motywem ich nadziei: „Dziecię, które adorują Mędrcy, jest Dobrem bezcennym i bez miary. Jest Objawieniem bezinteresowności. Nie czeka na nas w prestiżowych „posiadłościach”, ale w skromnych realiach.” Jednocześnie jest Tym, który zna serce każdego człowieka. „Sposób, w jaki Jezus spotykał wszystkich i pozwalał się wszystkim zbliżyć, uczy nas doceniać tajemnicę serc, którą tylko On potrafi odczytać.” Chodzi tu i o sumienie, relacje człowieka do dobra, i o jego istotę. Św. Jan od Krzyża pisze: „Najgłębszym środkiem jakiejś rzeczy jest to, do którego najdalej może dojść jej byt, możliwości, siła działania i ruchu, w którym ustaje dalsze dążenie... Środkiem duszy jest Bóg, i gdy ona dojdzie do Niego według wszelkich możliwości swej istoty i według siły swych działań i skłonności, wówczas osiągnie swój ostateczny i najgłębszy środek w Bogu.” (św. Jan od Krzyża, Działa zebrane, Żywy płomień miłości, str. 725 ) W znaczeniu najbardziej radykalnym, Sercem jest Bóg. Sercem człowieka i całej realności.

Dlaczego zatem nie żyję Bogiem? Dlaczego wiara jest dla mnie jakimś extra dodatkiem, ledwie ornamentem? No może jest po prostu trudem. A mnie trudzić się nie chce. Dlaczego?

Chrystus mówi w Ewangelii o wnętrzu człowieka, o jego sercu, teologia zaś o życiu wewnętrznym, ponieważ nasza kondycja skazuje nas na dominację zmysłów w naszym życiu. Tymczasem duszę, a nawet jej istność można porównać do cienkiej bibułki przyklejonej do opoki. Opoką jest Serce, czyli Bóg. Lecz wszystkie cząstki bibułki są skierowane w kierunku przeciwnym. No może nie wszystkie. Sumienie zawsze kieruje się ku dobru. Ale może pomylić dobro najwyższe z dobrem najmilszym. Stąd nawrócenie, które jest jednocześnie głosem sumienia. Ciekawe, że Chrystus mówi: „Nawracajcie się”. Nie zaś: „Nawracajcie swoich bliźnich.” Mówi o upominaniu braci, lecz mówi to do tych, którzy po pierwsze sami nawracają się, którzy podejmują trud pracy nad swoim sumieniem i życiem wewnętrznym.

Wewnętrznym? Chrystus nazywa zbliżanie się do serca życiem wewnętrznym, ponieważ nasze pragnienia, namiętności i zmysły prowadzą nas ku bytom będącym na zewnątrz, bytom dotykalnym, widzialnym, dającym się spożytkować. Posiadanie ich utożsamiamy z bogactwem. Ale jeśli bibułka duszy ulega w ten sposób złudzeniu, życie wewnętrzne może okazać się realnością, która tak naprawdę po części jest zewnętrzne. Otacza nas i podtrzymuje w istnieniu. Jest wewnętrzne, bo jest blisko naszych dusz, ale jednocześnie o swoich owcach Chrystus mówi, że słuchając Jego głosu, „wejdą i wyjdą … i znajdą pokarm.” A zatem w jakiś sposób Opoka będąca Sercem jest "zewnętrznym" otoczeniem duszy. Radość spotkania z Nowonarodzonym Królem Izraela, nowa wiara i nadzieja, która wtedy rodzi się, wyprowadza królów-magów ze świata iluzji, ze świata tyranii i chciwości. Wyprowadza na "zewnątrz" świata uzaleźnień, poza ten świat.

„W tej opowieści Herod obawia się o swój tron,” mówi Leon XIV, „niepokoi się tym, co wymyka się jego kontroli. Próbuje wykorzystać pragnienie Mędrców i nakłonić ich poszukiwania na swoją korzyść. Jest gotów kłamać, jest zdolny do wszystkiego; strach bowiem zaślepia. … Ileż objawień zostało nam danych lub wkrótce zostanie nam dane! Trzeba je jednak odebrać zamysłom Heroda, lękom, które zawsze mogą przerodzić się w agresję. Miłować pokój, dążyć do pokoju oznacza chronić to, co święte, a właśnie dlatego ono się rodzi: małe, delikatne, kruche jak dziecko. Wokół nas wypaczona gospodarka próbuje czerpać zyski ze wszystkiego. Widzimy to: rynek zamienia w biznes nawet ludzkie pragnienie poszukiwania, podróżowania, zaczynania od nowa. Zadajmy sobie pytanie: czy Jubileusz nauczył nas uciekać od tego rodzaju wydajności, która sprowadza wszystko do produktu, a człowieka do konsumenta?”

Czy to znaczy, że Leon XIV składa nam donos na globalny, „produkcyjny biznesplan” organizacji amerykańskiej? Wszak jeszcze jako Biskup ośmielił się krytykować organizację Donalda Trumpa. Ale o tym w następnym tekście.

Teraz tylko jeden jeszcze cytat z homilii Abp Galbasa, metropolity warszawskiego: „Kilka dni temu zapowiedziałem synod archidiecezjalny. Gdy pytają mnie dlaczego, odpowiadam  krótko: dlatego, że według statystyk do kościoła uczęszcza w naszej archidiecezji piętnaście procent mieszkańców. To znaczy, że osiemdziesiąt pięć procent tego nie robi. Dlatego! Dlatego, że Warszawa jest już dziś miastem misyjnym. Tu jest nasza misja! A my jesteśmy jednocześnie uczniami Chrystusa i Jego misjonarzami. Jeśli uczeń to i misjonarz. Jeśli nie misjonarz, to i nie uczeń!” Komentarz zbędny.

Tu link do całego tekstu homilii Abp Galabasa: https://archwwa.pl/aktualnosci/homilia-wygloszona-w-uroczystosc-objawienia-panskiego/ Link do nagrania tej homilii: https://www.youtube.com/watch?v=OdNXtOR8Y8A&t=11s I link do homilii Kard. Rysia: https://www.youtube.com/watch?v=UvvFsFvsW1Q&t=33s , o której porozmawiam jeszcze przy innej okazji.

No i całość homilii Ojca Świętego:

https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/homilies/2026/documents/20260106-epifania.html

Drodzy Bracia i Siostry!

Ewangelia (por. Mt 2,1-12) opisuje ogromną radość Mędrców z powodu ponownego ujrzenia gwiazdy (por. w. 10), ale także przerażenie Heroda i całej Jerozolimy w obliczu ich poszukiwań (por. w. 3). Za każdym razem, gdy mowa o objawieniu się Boga, Pismo Święte nie ukrywa tego rodzaju rozdźwięków: radości i przerażenia, oporu i posłuszeństwa, lęku i pragnienia. Świętujemy dziś Objawienie Pana, świadomi, że w Jego obecności nic nie pozostaje takie samo, jak wcześniej. To jest początkiem nadziei. Bóg objawia się i nic nie może trwać niezmiennie. Kończy się pewien rodzaj spokoju, który sprawia, że melancholicy powtarzają: „Nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1, 9). Zaczyna się coś, od czego zależą teraźniejszość i przyszłość, jak zapowiada Prorok: „Powstań! Świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą” (Iz 60, 1).

Zaskakujące jest to, iż zostaje poruszona właśnie Jerozolima, miasto będące świadkiem jakże wielu nowych początków. W jej obrębie właśnie ci, którzy studiują Pismo Święte i uważają, że znają wszystkie odpowiedzi, wydaje się, że stracili zdolność stawiania sobie pytań i pielęgnowania pragnień. Co więcej, miasto jest przerażone tymi, którzy – poruszeni nadzieją – przybywają do niego z daleka, przerażone do tego stopnia, że postrzega jako zagrożenie to, co powinno mu sprawiać wielką radość. Ta reakcja stanowi wyzwanie również dla nas, jako Kościoła.

Drzwi Święte tej Bazyliki, które jako ostatnie zostały dziś zamknięte, widziały przepływ niezliczonych mężczyzn i kobiet – pielgrzymów nadziei, zmierzających do Miasta o bramach zawsze otwartych, do nowego Jeruzalem (por. Ap 21, 25). Kim byli i co nimi kierowało? Pod koniec Roku Jubileuszowego szczególnie poważnym pytaniem jest dla nas duchowe poszukiwanie współczesnych nam [osób], znacznie bogatsze niż być może jesteśmy w stanie pojąć. Miliony z nich przekroczyły próg Kościoła. Co znaleźli? Jakie serca, jaką wrażliwość, jaką wzajemność? Tak, Mędrcy nadal istnieją. Są to osoby, z których każda podejmuje wyzwanie zaryzykowania swej podróży, które w naszym niespokojnym świecie, pod wieloma względami odpychającym i niebezpiecznym, odczuwają potrzebę wyruszenia w drogę, poszukiwania.

Homo viator, mawiali starożytni. Jesteśmy życiem w drodze. Ewangelia zobowiązuje Kościół, aby nie bał się tej dynamiki, ale aby ją doceniał i kierował ku Bogu, który ją pobudza. Jest to Bóg, który może nas niepokoić, ponieważ nie pozostaje w naszych rękach nieruchomo, jak srebrne i złote bożki: jest natomiast żywy i ożywiający, jak to Dziecię, które Maryja trzymała w swoich ramionach, a Mędrcy oddali Mu pokłon. Miejsca święte, takie jak katedry, bazyliki, sanktuaria, które stały się celem pielgrzymek jubileuszowych, muszą upowszechniać woń życia, niezatarte wrażenie, że rozpoczął się inny świat.

Zadajmy sobie pytanie: czy w naszym Kościele jest życie? Czy jest miejsce dla tego, co się rodzi? Czy kochamy i głosimy Boga, który ponownie posyła nas dalej w drogę?

W tej opowieści Herod obawia się o swój tron, niepokoi się tym, co wymyka się jego kontroli. Próbuje wykorzystać pragnienie Mędrców i nakłonić ich poszukiwania na swoją korzyść. Jest gotów kłamać, jest zdolny do wszystkiego; strach bowiem zaślepia. Radość Ewangelii natomiast wyzwala: sprawia, że stajemy się roztropni, ale także śmiali, uważni i kreatywni; podpowiada drogi inne niż te, którymi już podążaliśmy.

Mędrcy przynoszą do Jerozolimy proste i zasadnicze pytanie: „Gdzie jest nowo narodzony?” (Mt 2, 2). Jakże ważne jest, aby każdy, kto przekracza próg Kościoła, odczuwał, że Mesjasz tam się dopiero co narodził, że gromadzi się tam wspólnota, w której zrodziła się nadzieja, że tam właśnie dokonuje się historia życia! Jubileusz nadszedł, aby nam przypomnieć, że można zacząć od nowa, a nawet, że jesteśmy dopiero na początku, że Pan chce wzrastać pośród nas, chce być Bogiem-z-nami. Tak, Bóg poddaje w wątpliwość istniejący porządek: ma marzenia, którymi inspiruje swoich proroków również dzisiaj; stanowczo pragnie wybawić nas od dawnych i nowych form zniewolenia; w swoje dzieła miłosierdzia, w cuda swojej sprawiedliwości angażuje młodych i starszych, ubogich i bogatych, mężczyzn i kobiety, świętych i grzeszników. Nie czyni zgiełku, ale Jego Królestwo kiełkuje już wszędzie na świecie.

Ileż objawień zostało nam danych lub wkrótce zostanie nam dane! Trzeba je jednak odebrać zamysłom Heroda, lękom, które zawsze mogą przerodzić się w agresję. „Od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni” (Mt 11, 12). To tajemnicze wyrażenie Jezusa, zawarte w Ewangelii św. Mateusza, nie może nie skłaniać nas do refleksji nad wieloma konfliktami, przez które ludzie mogą się opierać, a nawet atakować ową Nowość, którą Bóg przygotował dla wszystkich. Miłować pokój, dążyć do pokoju oznacza chronić to, co święte, a właśnie dlatego ono się rodzi: małe, delikatne, kruche jak dziecko. Wokół nas wypaczona gospodarka próbuje czerpać zyski ze wszystkiego. Widzimy to: rynek zamienia w biznes nawet ludzkie pragnienie poszukiwania, podróżowania, zaczynania od nowa. Zadajmy sobie pytanie: czy Jubileusz nauczył nas uciekać od tego rodzaju wydajności, która sprowadza wszystko do produktu, a człowieka do konsumenta? Czy po tym roku będziemy bardziej zdolni dostrzegać w gościu – pielgrzyma, w nieznajomym – człowieka poszukującego, w dalekim – bliźniego, w innym – towarzysza podróży?

Sposób, w jaki Jezus spotykał wszystkich i pozwalał się wszystkim zbliżyć uczy nas doceniać tajemnicę serc, którą tylko On potrafi odczytać. Z Nim uczymy się dostrzegać znaki czasu (por. Sobór Watykański II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 4). Nikt nie może nam tego sprzedać. Dziecię, które adorują Mędrcy, jest Dobrem bezcennym i bez miary. Jest Objawieniem bezinteresowności. Nie czeka na nas w prestiżowych „posiadłościach”, ale w skromnych realiach. „A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy” (Mt 2, 6). Ileż to miast, ileż to wspólnot potrzebuje usłyszeć: „Nie jesteś naprawdę najlichsze”. Tak, Pan wciąż nas zaskakuje! Pozwala się znaleźć. Jego drogi nie są naszymi drogami, a ludzie gwałtowni nie potrafią ich opanować, ani też moce tego świata nie mogą ich zablokować. Stąd ogromna radość Mędrców, którzy porzucają pałac i świątynię, i wyruszają do Betlejem: wtedy ponownie widzą gwiazdę!

Dlatego, drodzy bracia i siostry, pięknie jest stać się pielgrzymami nadziei. I pięknie być nimi nadal razem! Wierność Boga jeszcze nas zadziwi. Jeśli nie zredukujemy naszych kościołów do zabytków, jeśli nasze wspólnoty będą domami, jeśli zjednoczeni oprzemy się pokusom możnych, wtedy będziemy pokoleniem jutrzenki. Maryja, Gwiazda zaranna, zawsze będzie kroczyć przed nami! W Jej Synu będziemy kontemplować i służyć wspaniałej ludzkości, przemienionej nie przez urojenia wszechmocy, ale przez Boga, który z miłości stał się ciałem.



tagi: serce  istnienie  leon xiv  święto epifanii  amerykański biznesplan  życie wewnętrzne  istność  istota  rzeczywistość zewnętrzna 

Magazynier
7 stycznia 2026 17:16
6     792    8 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Trzy-Krainy @Magazynier
7 stycznia 2026 19:48

Bóg zapłać za notkę, w tym także za wyjaśnienie, czym jest istność. Jak to jest po łacinie?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Trzy-Krainy 7 stycznia 2026 19:48
7 stycznia 2026 20:51

Essentia. Ja również dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @Magazynier
7 stycznia 2026 21:23

Bóg zapłać.

Czyli istność to jest to samo co substancja?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Trzy-Krainy 7 stycznia 2026 21:23
7 stycznia 2026 22:04

Tak. Św. Augustyn używa zamiennie essentia i substantia. Św. Tomasz używa przede wszystkim ens jako synonim substantia. Dla niego istność to przede wszystkim esse istnienie mające istotę. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Trzy-Krainy 7 stycznia 2026 21:23
7 stycznia 2026 22:10

Tomasz z Akwinu stosuje jeszcze pojęcie actus essendi, akt istnienia, analogiczny do istności.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować