-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

"Powrót Norwida", Teatr Nie Teraz – spotkanie

Tak, to było spotkanie, zaskakujące, niespodziewanie wyrywające z codziennego zabiegania. Choć przecież przygotowywałem się do niego. Tak właśnie jest ze spektaklami reżyserowanymi przez Tomasza Żaka. Zawsze zaskakują. W zasadzie nie powinienem nic pisać. Tylko wskazać państwu, gdzie będą kolejne inscenizacje spektaklu autorstwa Kazimierza Brauna, we wspólnej reżyserii dramatopisarza i Tomasza Żaka, w wykonaniu znakomitych aktorów. Na prawdę znakomitych. Według najnowszych informacji Teatr Nie Teraz wznowi to przedstawienie w maju.

Zacznę jednak od wspomnienia dyskusji pod moim poprzednim tekstem reklamującym to przedstawienie: http://magazynier.szkolanawigatorow.pl/powrot-norwida-opole-ul-targowa-12-06-09-2019-godz-17, od komentarza Gospodarza tego portalu, który zamieścił tam następujące słowa:

„Taki wierszyk, mój ulubiony,

Pokój

1.

Lamp deszcz ognisty światu opowiada,
Że pokój nastał, że wzięta Grenada,
Że Maur ostatni, szablę zgiąwszy krzywą,
W gotowe kajdan zamienia ogniwo;
Że ludzkość cala (bo Hiszpanja cała),
Co była winna pragnąć, doczekała.

2.

Lamp deszcz ognisty trwał i śmiechy trwały.
A zapał owy tyle był namiętny
W ludzkości całej (bo w Hiszpanji całéj),
Że jeden tylko człowiek obojętny,
Za dworem idąc, nie dzielił tej furji.

3.

Był to niejaki Kolumb... człek z Ligurji...
Pisałem 1856 r. 2 marca w Paryżu.”


 

Na co ja mu odpowiedziałem:

„Tego nie znałem. Pan Cyprian ciągle mnie zaskakuje. W 1854 wraca z Ameryki via Londyn, gdzie 'bawi' 5 miesięcy, utrzymuje się z przygodnych prac artystyczno-rzemieślniczych typu odarta szczęka stomatologiczna. Ciekawe że wtedy nawiązuje kontakt 'z polską agencją w Stambule i posyła gen. Józefowi Wysockiemu obszerny memoriał polityczny dotyczący sprawy polskiej w jej powiązaniu z Wojną Krymską' ("Mała kronika życia i twórczości Cypriana Norwida 1821-1883-1905" w: Pisma wybrane t. 1, PIW, W-wa 1966, str. 66). Memoriał niestety nie został uwzględniony w Pismach wybranych t. 4 proza.”

A byłaby to ciekawa lektura, jeśli sądzić po wierszu Larwa, oddającemu ducha brytyjskiego utylitaryzmu: https://pl.wikisource.org/wiki/Larwa. Memoriał ten za pewne wiele wytłumaczyłby z politycznej interesowności 'sojusznika' rozebranej Polski.

Cofam się o 12 lat wstecz. I piszę dalej o charakterystycznej dla Norwida akcji, obronie ramię w ramię z Zygmuntem Krasińskim i gwardią szwajcarską Piusa IX w 1848: "od Wiosny Ludów, rewolucji w 1848 Papież zaczął przechodzić na stanowisko coraz bardziej konserwatywne. Został wówczas zmuszony do nadania rządzonemu przez siebie Państwu Kościelnemu konstytucji (14 marca 1848) oraz wyrażenia zgody na powstanie dwuizbowego parlamentu we Włoszech, który kategorycznie odmówił przyłączenia się do wojny z Austrią. Pius, chcąc zachować neutralność, nie zajął żadnego stanowiska, co zostało odebrane jako zdrada. W wyniku tego, rozpoczęły się rozruchy w Państwie Kościelnym i 15 listopada 1848 zamordowano Pellegrino Rossiego, ministra sprawiedliwości. Rewolucjoniści wkrótce oblegli Kwirynał, co zmusiło Papieża do ucieczki do Gaety 24 listopada. 9 lutego 1849 proklamowano krótko istniejącą Republikę Rzymską. Dzięki pomocy wojsk francuskich, Papież zdołał powrócić do Rzymu 12 kwietnia 1850."

I dwa bardzo ważne wiersze na kanwie tych zmagań o Państwo Kościelne:  Do władcy Rzymu (https://pl.wikisource.org/wiki/Do_władcy_Rzymu_(1934)) i Encyklika oblężonego (https://pl.wikisource.org/wiki/Encyklika_oblężonego).

Wskazuję na owe teksty i wydarzenia nie przypadkiem, bowiem czyny te i wiersze dodają wiele do tej wybitnej sztuki. A to dlatego, że o samym Cyprianie Kamilu, w sumie radykalnym realiście, acz o niepośledniej subtelności smaku, o wyczuciu proporcji, mistrzu metafory i aluzji, należy napisać, iż jest pierwszym torującym drogę temu właśnie, jakże ważnemu dla nas, sposobowi ujęcia rzeczywistości teraźniejszej i historycznej, nazwanemu przeze mnie Speculum Polonicum, zwierciadłem polskim, rzekłbym sposobowi uczciwemu aż do bólu. Zilustruję to innym jego wierszem, który ciągle na nowo wprawia mnie w zdumienie:

CZEMU NIE W CHÓRZE?

I

Śpiewają wciąż wybrani

U żłobu, gdzie jest Bóg;

Lecz milczą zadyszani,

Wbiegając w próg...

II

A cóż dopiero? owi,

Co ledwo wbiegli w wieś? -

Gdzie jeszcze ucho łowi

Niewinniąt rzeź!...

III

Śpiewajcież, o! wybrani,

U żłobu, gdzie jest Bóg;

Mnie jeszcze ucho rani

Pogoni róg...

IV

Śpiewajcież, w chór zebrani -

Ja? zmięszać mógłbym śpiew

Tryumfującej litanii;

Jam widział krew!...

Coś z tego wstrząsającego wiersza, napisanego w 1861 roku na kanwie krwawo stłumionych manifestacji patriotycznych w Warszawie, jest zawarte w scenariuszu Kazimierza Brauna. A przecież jest w tym wierszu również echo rzymskiej wiosny ludów w roku 1848, coś z tej konfrontacji poety oko w oko z wściekłymi bojówkami Garibaldiego.

W sztuce Brauna Norwid (Waldemar Czyszak, doskonały wybór reżysera) powraca do Ojczyzny jako zmęczony tułaczką nieznajomy. Powraca teraz, w XXI. wieku, nierozpoznany, bez dokumentów, jedynie z podróżnym kuferkiem.

W nim krzyż, rękopisy, kilka ubrań. To oczywiste, że trafi do szpitala psychiatrycznego. Lecz ku zaskoczeniu wszystkich również widowni, to on stanie się duchowym terapeutą jego „opiekunów”, innymi słowy pneumo-terapeutą. Fragmenty z listów poety, wierszy i jego prozy, doskonale przez autora wkomponowane w subtelne nawiązywanie relacji ze współczesnymi, otaczającymi go, i z nami, stają się tu jego monologami.

„Fakta moje są na teraz takie”, Norwid rozmyśla nad sobą i razem przemawia do nas, „Jako zdrowie ─ głuchota i gruźlica; z oczami co się stało, nie wiem, ciemności zewnętrzne je zamąciły. Jako członek ojczyzny i obywatel ─ wszystkie odrzucone rękopisma; nikt mnie ponoć w ojczyźnie nie rozumie i doszło do tego, że mi znajomości-formy i znajomości-języka zaprzeczono; to dość jest, jak na pisarza. Jako wspomnienia ─ sąd, że nie jestem dość idealnym przyjacielem. Jako familia ─ ja sam i bracia na tułactwie, opuszczeni i zdradzeni przez ziomków najhaniebniej. Jako znajomości i stosunki ─ to, że już literalnie tracę je wszystkie i zrażam je wszystkie. Jako małżonek ─ to, żem był kochany i zaręczony, ale, jak Juliusz Słowacki mówi: 'Pfu! odebrałem list, że za mąż idzie!' I nie za mnie. A potem jak ten jej mężyk majątek stracił i ją rzucił ─ pisze mi bilecik z przypomnieniem miłości swej. Pfu! Jako społeczeństwo (wstaje) ─ to, że próbowałem i książką, i literą, i rylcem, i całym sobą: sumieniem, sercem, żołądkiem, nerwami, zespołecznić to, co rozbite, ześrodkować to, co rozproszone, pozlepiać to, co potłuczone na skorupy. Ale to trudno… Bo społeczeństwo polskie jest najlichsze, tak jak naród polski jest najpierwszy… (teraz przysiądzie na kufrze) my bowiem zawsze do pokrycia lichości używamy tego, co jest wzniosłe ─ i stąd nie ma nic. Dwie tylko nie opuściły mnie…Wstaje. Otwiera kufer…pierwsza jest religia, a druga jest sztuka. Była jeszcze jakaś światłość mego życia... była... ale ani dziś pomnę… Z kufra wyjmuje okryty chustą krucyfiks. Do krucyfiksu… Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie! ...” (cytat ze skryptu udostępniony dzięki uprzejmości reżysera)

To przecież Cyprian Kamil, on sam! Każdy, kto choćby przelotnie zakosztował jego poezji, kto choćby pobieżnie musnął jego biogram, nieomylnie go rozpozna. Na tym polega ów szok, ów kontrast ze sprawami codziennymi. Spotkanie z żywym słowem Norwida, z jego umysłem, jest czymś zaskakującym, czymś, co oczyszcza i uwalnia nasze umysły od ociężałości.

Traktowany przez przepracowaną pielęgniarkę (znakomita kreacja Anna Warchał) jako kolejne stare, kłopotliwe cielsko, o które trzeba dbać, które trzeba karmić, myć, ubierać, wyprowadzać na spacer, zaczyna przemawiać do niej swymi tekstami: „Myślałem, że ta, przez Ocean, ostatnia już będzie. Ale powrót Bóg zdarzył... Powrót Bóg zdarzył.

Stopniowo wlewa w nią nową tożsamość. Staje się ona Polską, jego ukochaną acz jakby bez wzajemności.

Odziana w elegancki biały kapelusz i białą koronkową suknię, przechadza się między białymi postawami sukna zawieszonymi w równym rzędzie od górnego rusztowania aż do podłogi, jakby między drzewami. Brzozowy las to zresztą dalsze, niemal niezauważalne tło całej akcji. Na jednym z postawów zawieszony krzyż. Biała niewiasta delikatnym gestem dłoni odwraca białe sukno na drugą czerwoną stronę. Krzyż znika. Lecz w końcu zbliży się do poety, zaś on rozpocznie z nią czuły dialog: Różne miałaś imiona nadane, wymyślone przeze mnie. Może miałaś także wiele serc? Żadne nie biło dla mnie. Czy biło dla tyranów: Cesarza Francji Napoleona III, Cesarza Niemiec Wilhelma, Cara Rosji Aleksandra? Dla marszałka Cavignaca, stanowczego pogromcy swych francuskich rodaków? Dla ruskiego pułkownika Muchanowa i prezesa warszawskich teatrów, którego na ostatek wzięłaś sobie za męża-zabawkę? Kim przy nich ja? Nikim. Więc, dla ciebie – mnie po prostu nie było. A może ty w ogóle nie miałaś serca? Nie wiem. Pragnąłem, abyś je miała. Dla mnie.” Dama odpowiada: „Cyprianie! Czyż mnie nie kochałeś nigdy?!” Na co on jakby schowany za kufrem, zgięty w pół, nisko: „Na tak wielką odległość... i coraz, coraz to niemiłosierniej większą – że, zaprawdę, nie wiem... Nie wiem, czyli tenże sam co tu, i w tej porze, nie połączy nas promień. Istotnie: Oddalony – zawsze byłem bliskim!(cytat ze skryptu udostępniony dzięki uprzejmości reżysera)

Drugi opiekun, pielęgniarz (dyskretny i wielce przekonywający Karol Zapała), zrazu sceptycznie, z politowaniem kręcący głową nad „starym wariatem”, w końcu stanie się jego naśladowcą.

To co wprawia w osłupienie to świadomość, iż poprzez doskonałą grę aktorską, my, widzowie, poobijani aspiranci do polskości, spotykamy się z myślą samego pana Cypriana, która przemawia do nas, mówi o poecie, jego wierze, o Polsce i jego miłości do niej. Nic przed nami nie ukrywa.

Gdy ochłonąłem już z tego szoku, uświadomiłem sobie, że ku chwale Teatru Nie Teraz, niestrudzonego reżysera i prześwietnych aktorów, ów właśnie reżyser, p. Żak nieświadomie „zniszczył” koncepcję swojego teatru. A raczej zniszczył ją sam Norwid. Bo nazwa ta oddawać ma jedną ważną zasadę: teatr, jego sens, zaczyna się po spektaklu, kiedy rozchodzimy się do domu i powracamy do niego we wspomnieniach i rozmowach. A są to zawsze rozmowy o sprawach najważniejszych. Tu natomiast zacząłem prowadzić dialog z swoimi myślami, a może i z Cyprianem Kamilem w trakcie przedstawienia. Treści były tak intensywne, Norwid zaś tak bliski, niemal na wyciągnięcie ręki, że miałem trudności ze skupieniem się na bieżącej scenie. Wynika to pewnie z tego, iż Norwid jest znany wielu Polakom. Jest w tym jakaś odwaga Tomasza Żaka, w tym „nieopatrznym” wyjściu poza formułę swego podejścia do teatru. Siłą rzeczy, pomyślałem sobie, mocą tego, co nam zostawił, pan Cyprian będzie zawsze rozsadzał wszelkie, choćby i najlepsze formuły.

Chciałem zobaczyć to przedstawienie jeszcze raz. Grali bowiem znowu opodal Opola, lecz nie dokładnie przeczytałem informację, spóźniłem się. W tym sęk. Coś ciągnie do tego Powrotu Norwida, chce się go obejrzeć jeszcze raz.

 



tagi: tomasz żak  powrót norwida  teatr nie teraz  spotkanie  inscenizacja  kazimierz braun 

Magazynier
28 grudnia 2019 09:27
6     562    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Brzoza @Magazynier
28 grudnia 2019 09:50

Jest Pan budzący zainteresowanie.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Brzoza 28 grudnia 2019 09:50
28 grudnia 2019 10:09

Dziękuję. I razem rokujący nadzieję. Przynamniej dla samego siebie. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier
28 grudnia 2019 10:40

Piękny ten motyw szpitala psychiatrycznego, choć nie nowy w literaturze.

 

I piękny tekst Magazynierze

:)

 

zaloguj się by móc komentować


OdysSynLaertesa @Maryla-Sztajer 28 grudnia 2019 10:40
28 grudnia 2019 14:00

Zupełnie inny od gustawowej celi.

Do autora... Ma Pan dar promocji... Będę wypatrywał tego "powrotu" we własnej okolicy

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @OdysSynLaertesa 28 grudnia 2019 14:00
28 grudnia 2019 14:07

Zwłaszcza prowmocji Norwida. Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować