-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

„Ubi thesaurus tuus, ubi cor tuum” (Mt 6,21) – wg św. Jana od Krzyża

W tłumaczeniu na nasz język ojczysty: „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”.

Szkic Ukrzyżowanego autorstwa św. Jana od Krzyża. Polecam tekst O. Rachmajdy.

Czy dla czytelników SN tym skarbem jest doczesny porządek, doczesna sprawiedliwości? Czy sięgają wyżej i głębiej? Skuteczna sprawiedliwości, tu i teraz, to bardzo ważna sprawa. Jak nauczają współcześni arystotelicy, gdyby człowiek był najważniejszym bytem w kosmosie, nauka polityki byłaby najważniejsza. Ale nie jest. Rzecz jasna, sam Arystoteles pisze gdzieś o tym, ale w trybie jakimś pobieżnym. Nie pamiętam, w której jego księdze znalazłem myśli składające się na taką tezę. Ale pamiętam, że takie twierdzenie dosłownie tam się nie pojawia. Niech mnie poprawią znawcy tematu, jeśli się mylę. Teza powyższa jest podsumowaniem ciągu rozważań, odczytaną przez chrześcijańskich arystotelików, tworzących naukę Arystotelesa na nowo, od początku, rzecz jasna na bazie istniejących pism. W chrześcijańskim arystotelizmie chodzi o to, by pokazać, jak mistrz ze Stagiry nauczałby, gdyby był co najmniej żydowskim rabinem, a najlepiej chrześcijańskim pisarzem. To uproszczenie. Ale teza wyżej wymieniona jest do przyjęcia. Bliska prawdy.

Dopisać można jeszcze ze dwa pytania. Skoro człowiek nie jest najwyższym bytem (to ypértato on), to co albo Kto jest tym bytem? I czy w takim razie jest On w jakiś sposób ważny i wiążącydla skutecznej sprawiedliwości i dla nauki politycznej? A najważniejsze czy jest wiążący dla skutecznej polityki? Dlatego za kilka chwil/akapitów zostawię państwa sam na sam z długim cytatem z „Żywego płomienia miłości”, dzieła będącego syntezą życia i pism św. Jana od Krzyża.

Najpierw kilka słów o „Żywym płomieniu miłości”. To przede wszystkim poemat, XVI-wieczna parafraza „Pieśni nad pieśniami”, która podsumowuje całe doświadczenie spotkania z Bogiem, nie tylko w życiu hiszpańskiego karmelity, reformatora zakonu, ale również w całej duchowej historii Izraela, narodu kierowanego wiarą w Boga i Jego Słowem, i w duchowej historii Mistycznego Ciała Mesjasza. Bliskie podobieństwo między „Pieśnią nad pieśniami”, Księgą Eklezjastesa i Psalmami a nauczaniem św. Jana od Krzyża, przede wszystkim „Żywym płomieniem miłości” to objaw jego oczytania w literaturze biblijnej. Ale również niespodziewane potwierdzenie tezy Ks. Chrostowskiego na temat „braterstwa w wierze” między Żydami a Chrześcijanami. Ks. Chrostowski po prostu dowodzi, że ortodoksyjni Żydzi - dodaję od siebie, zwłaszcza ci, którzy medytowali „Pieśń nad pieśniami” - nie mogli inaczej postąpić jak tylko przyłączyć się do uczniów Chrystusa. Zarówno w czasie, gdy wędrowny Nauczyciel z Nazaretu nauczał, jak i po Jego zmartwychwstaniu. Choćby nawet dwa milenia po nim.

A jest tak ponieważ, uważne rozważanie Starego Testamentu, wyzwolone z namiętności „babilońskich”, ezoterycznych, czyli merkantylnych, prowadzi wprost do wiary w Jezusa jako Mesjasza, jako Wcielone Słowo. Nie jest to łatwy proces. Bez bólu tu się nie obejdzie. Jest w nas, ludziach, wiele spraw, które sprzeciwiają się tej pragmatyce wiary. Stąd wielki, Święty Krzyż.

Serce Ewangelii, odczytane przez św. Jana od Krzyża jako świadoma akceptacja ograniczeń naszej kondycji, wyraża się we Wcieleniu Boga, w tym, że Bóg przyszedł w ludzkiej duszy i ciele. W dużym skrócie można powiedzieć, że prowadzi to do świadomego wyboru tego, co trudniejsze i bardziej wymagające, na miarę i ponad miarę tych ograniczeń. Do wyboru krzyża. Wybór ten jest możliwy, o ile wierzę w Obecność Wszechmocnego w moim sercu, w Jego obraz wpisany w moje istnienie. Jest tak, ponieważ ta Obecność jest obietnicą pomocy w obliczu spraw, które mnie przerastają, a z którymi muszę się zmierzyć. I ciekawe jest to, że obraz Boga w człowieku to nie tylko obraz Mądrości, nie tylko obraz doskonałego Dobra, ale i Bytu którego Istotą jest Istnienie. Jak sam On mówi o sobie: „Jestem, Którym Jestem” (Wj).

To prowadzi nas poza uczucia. Rzecz jasna wola ma swoje uczucia, czy raczej namiętności/moce. Jest w niej nadzieja, radość, obawa i smutek. Są one powiązane z emocjami zmysłowymi. Pobudzają je. Ale jednocześnie prowadzą poza sentymenty, w świadomość, którą uczennica św. Jana od Krzyża, św. Teresa od Jezusa, nazywa „to coś”. „Nie wiem co to jest, ale wiem, że jest”. To „coś” jest czymś, co nie wymusza niczego. W jakiś dziwny sposób komunikuje mi, co to jest realność, co to jest dobro. I co to jest skuteczność. W jaki sposób? Przez analogię.

Ktoś tu był rzekł „Góra stoi”. Owoż i fragment góry, która stoi dosłownie w mojej duszy, w mojej wierze. A czasem nawet w świadomości. Bez euforii, bez sentymentu. Tak jak turyńskie oblicze Boga-człowieka. Wówczas poczyna się beznamiętna „namiętność” woli, dynamis, głębsza nawet niż smutek, nadzieja, obawa i radość. Odkrywam moc, która prowadzi do spraw wiary i sumienia, która stawia moją świadomość wobec rzeczywistości podstawowych i koniecznych. Tak zwane wartości zyskują swoje właściwe miejsce jako dodatki do realnego bytu. Bo pierwsze jest to, co istnieje. Chrześcijańscy pisarze, za św. Augustynem, nazywają tę moc woli Miłością. Z tego powodu inny uczeń św. Jana od Krzyża, bł. Michał Sopoćko twierdzi, że Miłość w akcie, innymi słowy Miłosierdzie jest wolne od sentymentów i entuzjazmu, jest konkretnym aktem ...

Najpierw fragment poematu:

„O żywy płomieniu miłości,

Jak czule rani siła żaru twego

Środka mej duszy najgłębsze istnienie!”

 

Teraz komentarz św. Jana od Krzyża. Do czytania fragment po fragmencie i na wyrywki:

  1. Należy najpierw wiedzieć, że dusza, jako duch, nie ma ani długości, ani szerokości, ani wysokości lub jakiejś mniejszej lub większej głębi w swej istocie, tak jak je mają ciała posiadające wymiary. Nie ma w niej części ani żadnego różniącego się zewnątrz i wewnątrz, jest bowiem jednolita i nie ma żadnego centrum głębi, a tym mniej głębokości wymiernej. I nie może być bardziej oświecona w jednej części niż w drugiej, jak ciała fizyczne, lecz cała jest jednakowo – bardziej lub mniej – jasna, podobnie jak powietrze, które całe jest jednakowo mniej lub bardziej prześwietlone.

  2.  Najgłębszym środkiem jakiejś rzeczy jest to, do którego najdalej może dojść jej byt, możliwości, siła działania i ruchu, w którym ustaje dalsze dążenie. Tak jak ogień czy skała, które mają naturalną dążność czy siłę ciążenia do osiągnięcia środka swojej sfery. Od tej sfery nie mogą się uchylić, przestać do niej dążyć lub w niej nie przebywać, chyba że wskutek jakiegoś gwałtownego przeciwdziałania.

  3. Stąd możemy powiedzieć, że kamień, gdy jest w ziemi, choćby nie był w najgłębszym jej punkcie, znajduje się – w pewien sposób – w swym środku, gdyż jest w obrębie swego właściwego dążenia. Lecz nie mówimy jeszcze, że jest już w najgłębszym środku swego dążenia, jakim jest sam środek ziemi. Zawsze jeszcze ma siłę i skłonności spadania i dążenia do tego ostatecznego środka, jeśli się usunie przed nim przeszkody. Gdy zaś dojdzie już do takiego miejsca, gdzie nie ma więcej siły ani skłonności do dalszego ruchu, mówimy, że jest w swym najgłębszym środku.

  4.  Środkiem duszy jest Bóg, i gdy ona dojdzie do Niego według wszelkich możliwości swej istoty i według siły swych działań i skłonności, wówczas osiągnie swój ostateczny i najgłębszy środek w Bogu. Nastąpi to wtedy, gdy wszystkimi siłami swymi pozna, ukocha i posiądzie Boga. Jeśli zaś nie doszła jeszcze do tego stopnia, jak bywa w życiu ziemskim, kiedy jeszcze nie można osiągnąć Boga według wszystkich sił swoich, to chociaż jest w swym środku, czyli w Bogu przez łaskę i Jego udzielanie się jej, to jednak czując wciąż siły i pociąg do dalszego dążenia, nie jest zadowolona. Jest wprawdzie w swym środku, lecz nie najgłębszym, więc może jeszcze dążyć dalej, ku największej głębokości Boga.

  5. Należy zaznaczyć, że miłość jest skłonnością duszy, władzą i siłą pociągającą do Boga, gdyż przez miłość łączy się dusza z Bogiem. Im więcej zatem będzie miała dusza miłości, tym głębiej wejdzie w Boga, tym ściślej z Nim się zjednoczy. Dlatego możemy powiedzieć, że ile stopni miłości może mieć dusza, tyle może mieć również swych środków w Bogu, jeden głębszy od drugiego. Bowiem większa miłość ściślej łączy z Bogiem. W ten sposób możemy zrozumieć to, co mówił Syn Boży (J 14, 2), że „w domu Jego Ojca jest mieszkań wiele”.

    Zatem według tego, cośmy powiedzieli, żeby dusza mogła być w swoim środku, którym jest Bóg, wystarczy, by miała przynajmniej jeden stopień miłości, gdyż przez ten jeden łączy się z Nim przez łaskę. Gdy będzie miała dwa stopnie, złączy się i zjednoczy z Bogiem w drugim, głębszym środku. Gdy przyjdzie do trzech, złączy się w trzecim środku. A gdy dojdzie do ostatniego stopnia, zrani ją miłość Boża aż do ostatniego i najgłębszego środka, a tym samym przemieni ją i rozpromieni według jej całej istoty, władz i sił w takim stopniu, w jakim tylko zdolna jest to przyjąć, i sprawi, że upodobni się całkowicie do Boga. Dzieje się tu bowiem podobnie jak z czystym i przejrzystym kryształem, poddanym działaniu promieni słonecznych. Im więcej światła otrzymuje on, tym więcej go w sobie skupia i tym jaśniej błyszczy z powodu obfitości światła. I może dojść do tego, że sam będzie wydawał się światłem i nie odróżni się go od światła, gdyż będzie promieniował całą obfitością światła, jakie otrzymał, czyli upodobni się do niego.

  6. Tak więc, gdy dusza mówi, że płomień miłości rani jej najgłębszy środek[7] istnienia, to znaczy, że gdy Duch Święty przeniknie do głębi jej substancję, jej władze i siły, rani i napełnia ją całą. Ale mówiąc o tej miłości, nie wyraża myśli, że jest ona już tak substancjalna i pełna jak w uszczęśliwiającym widzeniu Boga w życiu przyszłym. Chociaż dusza w tym życiu śmiertelnym dojdzie do tak wysokiego stopnia doskonałości, jak ten, o którym tu mowa, nie osiągnie ani nie może osiągnąć doskonałego stopnia chwały i tylko czasem zdarza się, iż na krótką chwilę daje jej Bóg podobną łaskę. Lecz mówi tu dusza o tym, aby dać poznać wielkość i obfitość rozkoszy i chwały, jakie przez tego rodzaju udzielanie się otrzymuje w Duchu Świętym. Rozkosz ta jest tym większa i tym subtelniejsza, im silniej i substancjalniej dusza jest przeobrażona i ześrodkowana w Bogu. A ponieważ tutaj osiągnęła to w tak wysokim stopniu, jak tylko można w tym życiu, chociaż jak wspomnieliśmy, nie tak doskonale, jak będzie w życiu przyszłym, nazywa to najgłębszym środkiem.

    Czasem jednak może mieć dusza tak doskonały stan miłości w tym życiu, jak w przyszłym, lecz nie może mieć jej owoców i działania. Chociaż i one urastają do takiej miary w tym stanie, że są bardzo podobne do tych, jakie będą w przyszłym życiu. I zdaje się duszy, że jest to już życie przyszłe i dlatego ośmiela się powiedzieć to, co tylko można mówić o przyszłym życiu, tj. w najgłębszym środku mej duszy.

  7.  Ponieważ tak rzadkie i mało z doświadczenia znane są rzeczy, których tu doznaje wspomniana dusza, wydają się zbyt cudowne i niewiarygodne. Nie wątpię, że niektóre osoby, nie znając ich przez naukę ani przez doświadczenie, albo nie wierzą w ich istnienie, albo będą je uważały za przesadzone, lub wreszcie nie będą ich uważały za tak wielkie, jak są w rzeczywistości. Lecz tym wszystkim odpowiadam, że Ojciec światłości (Jk 1, 17), którego ręka nie jest skąpa (Iz 59, 1), lecz z obfitością rozlewa dobrodziejstwa bez względu na osoby (Ef 6, 9), gdzie tylko zechce, ukazuje się radośnie duszom na ścieżkach i drogach (Mdr 6, 17) jak promień słońca, nie wzdryga się również i nie uważa sobie za ujmę „znajdować rozkosz z synami ludzkimi”, przebywając z nimi na „okręgu ziemi” (Prz 8, 31). I nie należy uważać za niewiarygodne, że na duszy doświadczonej i wypróbowanej, oczyszczonej w ogniu utrapień, prac i różnych pokus, a która pozostała zawsze wierna w miłości, spełnia się w tym życiu to, co przyrzekł Syn Boży (J 14, 23). Mianowicie że jeśli Go kto miłuje, przyjdzie do niego Trójca Przenajświętsza i uczyni w nim swoje mieszkanie, tj. oświecając boskim sposobem jego rozum w mądrości Syna, radując jego wolę w Duchu Świętym i sprawiając, że zostanie pochłonięty całkowicie i z niezmierną mocą w uścisku Ojca i w bezmiarze Jego słodyczy.

Bonus: O. Mariusz Wójtowicz OCD, 40 odcinków wprowadzenia do "Żywego płomienia miłości" z wysmakowaną estetyką i wielką kulturą, a w zasadzie do wiary praktycznej i treściwej jak chleb codzienny: 

https://www.youtube.com/watch?v=dBpdauZ_iys&list=PL2yBuLwEmeUPsHR0efAX6TVkCOJdk2Qad



tagi: wiara  skuteczność  wola  miłość  sumienie  chrystus  św. jan od krzyża  realność  istnienie  istota  żywy płomień miłości  porządek sprawiedliwości  byt najwyższy  pieśń nad pieśniami  świadomość 

Magazynier
8 lutego 2026 15:35
3     535    11 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Trzy-Krainy @Magazynier
9 lutego 2026 21:07

Bóg zapłać za bardzo piękny i głęboki artykuł do studiowania na miesiące i lata.

Chciałbym się odnieść do Pańskiego tekstu, zwłaszcza do nrów 14-16, sięgając do sumy filozoficznej św. Tomasza z Akwinu. Św. Jan od Krzyża opowiada bowiem tutaj, oczywiście w inny sposób i w innym trochę zakresie, to, co św. Tomasz pisze w trzeciej księdze, gdzieś koło nru 60, a raczej we wcześniejszych. Opisuje tam sposób poznawania przez człowieka, który dąży do poznania Boga, ale swoimi siłami poznawczymi nie może Go poznać, bo człowiek jest stworzeniem, ma stworzony rozum. Żeby komuś wyjaśnić te kwestie ułożyłem porównanie tegoż poznawania do znanej chyba wszystkim z dzieciństwa zabawy, jaką jest robienie babek z piasku. Wiadereczko jest formą, a piasek materią. I tak jest po kolei z poszczególnymi poziomami poznawania: na poziomie materialnym - gdy światło odbite od przedmiotu wpada do oczu i wywołuje następstwa w nerwach itp.; jest to materia, a wiadereczkiem, czyli formą jest zmysł wzroku naszej duszy - w efekcie do naszej duszy, do pamięci zmysłowej, trafia nowe spostrzeżenie zmysłowe. Kolejny poziom tworzy już rozum duchowy, który staje się formą dla tegoż spostrzeżenia, w efekcie powstaje coś, co podpada pod rozum i jest przez niego przepracowywane, by dojść do zrozumienia prawdy. Następnie w tej wędrówce ku Bogu sam Bóg, poprzez dawanie światła rozumowi, pomaga mu coraz głębiej poznawać Boga. Bardzo ważna jest ta praca duchowa i współpraca z Bogiem, życie w łasce uświęcającej. Objawi się to w całej prawdzie dopiero w Królestwie niebieskim. Bóg jednym "gestem" da zbawionemu człowiekowi poznanie swojej istoty, całej istoty. Jednakże nie będzie to nigdy poznanie wszystkiego o Bogu, gdyż wysokość tego poznania i zakres będzie jakoś określony przez dotychczasową pracę duchową, współpracę z Bogiem, zrozumiane prawdy. Każdy człowiek w niebie będzie w pełni szczęśliwy, jednak nie straci swojego indywidualizmu i swojej osobistej więzi z Bogiem. Choć to jest bardzo kulejące porównanie, lecz i tutaj je przytoczę, że istota Boga, czy też światło tej istoty, będzie formą (jakby owym wiadereczkiem) dla rozumu (jakby piasku) konkretnego człowieka dając mu takie jedyne, niepowtarzalne, wieczne, nieutracalne, w pełni szczęścia, w kontemplacji wszystkich prawd jednocześnie, poznanie Boga i właśnie poprzez to poznanie istoty Boga człowiek będzie znał i kontemplował istotę każdej rzeczy. Tyle, myślę, wystarczy.

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @Magazynier
9 lutego 2026 21:26

Ten powyższy komentarz, który jest bardzo niewprawnym i skrótowym przybliżeniem myśli św. Tomasza, odnosi się jakoś do fragmentu z 1 Listu św. Jana Apostoła: Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się podobnie jak On jest święty (1J 3,2-3).

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Trzy-Krainy 9 lutego 2026 21:07
10 lutego 2026 11:09

Dzięki za czas poświęcony. Indywidualności (quiditas) utracić nie może, bo wraz z mocą sprzęgania różnych części swego bytu, czyli z Sercem, indywidualność jest częścią obrazu Stwórcy w nas. Każda z Boskich Osób jest Indywidualnością. Tym mocniejsza jest ich jedność, która chyba wynika z jednej tej samej istoty w każdej z Nich. Nie wiem co Ojcowie i Doktorzy Kościoła o tym piszą. Ale tak mi wychodzi. Im większa indywidualność tym bardziej nieskończone zjednoczenie. Indywidualność jest przeszkodą w jedności tylko dla postrzegania ograniczonego do zmysłów, zwierzęcego. Duchowe poznanie rozumie co to jest synergia, moralne i duchowe współdziałanie różnych bytów i duchowych władz. 

Dobrze Ojciec ujął tę mechanikę poznania intelektualnego. Pamięć zmysłowa, czyli rezerwuar snów. W poznaniu rozumowym pojawia "małe światełko" - parvum lumen, które świadczy o tym że rozum nie jest stworzony tylko do rozumowania, ale nade wszystko do kontemplacji realności. I tu się pojawia coś zaskakującego. Realność inna niż realności stworzeń, może stać się przedmiotem świadomej kontemplacji. Coś innego, co jest, a nie jest bytem materialnym, złożonym. Łaska wiary prowadzi do świadomości iż jest to realność bytu duchowego, obecnego w moim własnym poznaniu, czyli w duszy. I to nie musi być kontemplacja wlana. Wlaną w tym poznaniu jest wiara. Świadomość pozostaje naturalna. Bez świadectwa np. św. Tomasza z Akwinu albo św. Teresy rozum pozostałby niewrażliwy na tę realność. Nie odnotowałby tego. Dlatego to ciągle jest rozum naturalny, który jednak żyje w tym momencie kontemplacją. To co nadprzyrodzone, to co wynika z łaski to wiara i młości, odczytanie tego jako daru od Boga. Ale po naszej stronie jest to miłość słaba, niedowidząca, krótkowzroczna, dlatego uniżona, pokorna, ale uczciwa i ufająca, która nie ogarnia Bytu nieskończonego, ale zbliża się do Niego, czyli miłość dziecięca. Chyba na tym po części polega droga Bożego dziecięctwa. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować