-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

W „moim” magazynie cz. I: Radiowe debaty "Rzeczpospolita Trzecia i Pół" (Radio Opole, 01.05.2017, 15.06.2017)

 „Moim” w cudzysłowie, ponieważ sam „magazyn” jest metaforyczny, czyli w cudzysłowie, ale już nie chciałem mnożyć cudzysłowów. Zatem nie jest tak naprawdę ten „magazyn” moją własnością, ani nie jest konkretnym magazynem/hurtownią, bo jest on po prostu moim zaściankiem, czyli są to ludzie, z którymi spotykam się często. Jest mój, ponieważ mam ten przywilej, że uczestniczę w życiu „mojej okolicy” (okolica inaczej po staropolsku zaścianek).

William Faulkner, piewca amerykańskiego południa, ekscentryk, alkoholik i mitoman, razem żarliwy czytelnik sienkiewiczowskiej Trylogii i niestety noblista, mówił o swoim południowoamerykańskim zaścianku, zmarginalizowanym i świadomie zniszczonym po wojnie secesyjnej przez senatorów i kongresmanów zwycięskiej północy, że jest jego hrabstwo Yoknapatawpha (Jonapatała – literacka kopia faktycznego hrabstwa Oxford w stanie Mississippi) gdzieś na uboczu, jest czymś marginalnym, lecz razem jest ono kamieniem węgielnym całego świata, bez niego runąłby cały kosmos.

Kilka razy zamieściłem na blogu Coryllusa filmy ze spotkań, z walnym uczestnictwem tej okolicy, które odbyły się w auli kowalczykowskiej, tzw. starej auli Uniwersytetu Opolskiego. Patrząc wstecz, od spotkania z maja 2016 z Ks. prof. Tadeuszem Guzem, na temat reformacji w I Rzeczypospolitej, naliczyłem ich pięć, pięć, który linkowałem u Coryllusa i innych blogerów. Czyli, oprócz wyżej wymienionego, dwa spotkania z panem Osiejukiem na temat jego dwu książek: 39 wypraw na 9 krąg i książki na kanwie jego korespondencji z panią Gilowską, jedno spotkanie z panem Maciejewskim nt. jego książki Kredyt i wojna, Blogerów debata prezydencka w czasie kampanii prezydenckiej z udziałem panów Krzysztofa Osiejuka Toyaha (http://toyah1.blogspot.com), Gabriela Maciejewskiego Coryllusa (https://coryllus.pl), Andrzeja Krzysztofskiego Dr Walla i Jacka Bezega, opolskiego weterana Pierwszej Solidarności jak również blogera (http://jacekbezeg.pl).

Teraz chcę zarekomendować państwu cykl audycji z Radia Opole nazwany Rzeczpospolita trzecia i pół przez ich animatora, pana Bolesława Bezega, historyka, dziennikarza i harcmistrza, syna wyżej wymienionego Jacka, cykl, który z racji nie posiadania owego „mojego magazynu”, zaliczam właśnie do niego. Cykl znakomity, który słucha się świetnie, biorą w nim albowiem udział ludzie doskonale władający mową polską, a przede wszystkim, którzy wiedzą, co chcą powiedzieć i nadto wiedzą, gdzie zmierzają i gdzie zmierza nasza Rzeczypospolita.

 Tu podaję link to najnowszej audycji tego cyklu: http://radio.opole.pl/409,15,rzeczpospolita-trzecia-i-pol-debata-z-15-czerwca&sp=1

Pod nagraniem i streszczeniem tej debaty znajdziecie państwo poprzednie, również tej z maja br.

Mógłbym na tym zakończyć, ale nie byłbym sobą, gdybym powściągnął mój język plotkarski. Muszę albowiem podzielić się z państwem moją lokalną radością, że wreszcie opolskie audycje pana Bezega są archiwizowane. Przeprowadził on już setki, jeśli nie tysiące, rozmów i debat radiowych, jak np. z panem Jarosławem Kaczyńskim, z panem Leszkiem Żebrowskim, z panem Grzegorzem Braunem, z Ks. Małkowskim, z panem Wojciechem Sumlińskim, z panem Jackiem Korabitą Kowalskim, z panem Maciejem Świrskim, z Coryllusem, z Toyahem, które niestety zapadły w czeluści niebytu, czyli nie zostały zarchiwizowane, a przynajmniej są one trudne do odtworzenia. I teraz po wieloletnim szlifowaniu i udoskonalaniu swego rzemiosła dziennikarskiego, jest on bowiem dziennikarzem wiernym swojej misji (również wydawcą pisma Historia lokalna), jego audycje będą dostępne na stronie Radia Opole, przynajmniej przez jakiś czas. Na wszelki wypadek trzeba korzystać, póki są.

Nie mogę też powstrzymać się od wyrażenie swojej radości, że w audycjach pana Bezega, kluczową rolę odgrywają dwaj szlagoni z naszego opolskiego zaścianka, aktywni uczestnicy spotkań w „moim magazynie”, czyli w auli kowalczykowskiej, zresztą tak jak i obaj Bezegowie, junior i senior: obaj weterani Pierwszej Solidarności, pan Jerzy Łysiak, obecnie prezes Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, i pan Antoni Klusik, również tworzący ów OSPN, zresztą wraz z p. Jackiem Bezegiem, który w audycjach tych nie występuje, należy domyślać się, że ze względu na bliskie więzy krwi z prowadzącym je. Tu link to strony OSPN: http://www.ospn.opole.pl

Należy w tym miejscu przypomnieć, że trzej owi starsi panowie, wraz z czwartym wtedy aktywnym w OSPN, Wojciechem Ukleją, rzucili rękawicą w połyskliwy pysk gazowni, czyli nazwali spółkę Agorę i jej media po imieniu. Jak to było? Ano tak: „Trzeba chyba opowiedzieć historię od początku. Brat Antoniego, mieszkaniec Opola i obrońca krzyża w Warszawie Jan Klusik został w nocy z 14 na 15 sierpnia ub.r. (2010) kopnięty w klatkę piersiową przez napastnika, gdy bronił kobietę przed atakiem. Miał potem pęknięte żebro i problem z oddychaniem. Zmarł nagle 25 września. Miesiąc później przeprowadzono ekshumację ciała Jana Klusika podejrzewając, że śmierć jego była wynikiem tamtego uderzenia. W opolskim dodatku do Gazety Wyborczej Joanna Pszon napisała (11.10.2010): ‘Środowiska skrajnej prawicy wespół z PiS próbują zbić kapitał polityczny na śmierci Jana Klusika, dawnego opozycjonisty z Opola. (...) Przedstawiają go jako męczennika - obrońcę krzyża, którego śmierć ma obciążyć rządzących w Polsce.’ 11 października podczas konferencji prasowej w Opolu(zorganizowanej wraz z pozostałymi udziałowcami OSPN – przyp. Magazynier) brat zmarłego, Antoni Klusik pod wpływem słów Joanny Pszon nazwał Gazetę Wyborczą ‘ORGANIZACJĄ PRZESTĘPCZĄ, WROGĄ NASZEJ CYWILIZACJI’ (duże litery moje). (…) Antoni Klusik powiedział Naszemu Dziennikowi, że był porażony, gdy przeczytał w internecie artykuł Gazety Wyborczej. Potraktował to jako obelgę. Dzisiaj wspomniał krótko o wydarzeniach przed Pałacem Prezydenckim twierdząc, że miał wtedy do czynienia nie z dziennikarzami, lecz z napastnikami: "Na przykład kiedy trwała modlitwa, nagle zjawiały się dwie kamery i dwa sprzęty oświetleniowe. I nic nie włączają, tylko stoją w gotowości. Nagle jak na klaśnięcie rozpoczyna się z tyłu za nami istna hucpa. Tańce i krzyki. Włączają wtedy 'owi dziennikarze' pełne światła na nas i na tę hałaśliwą grupę. Robią sobie żarty, scenki. Czy to są dziennikarze?" Swą wypowiedź kończy Antoni Klusik tak: "To element bolszewizmu, który teraz jest przekształcony, ale istota jest taka sama jak strzelanie w tył głowy. Nawet we wszczynaniu procesów jak ten celem jest wzbudzenie strachu. Chodzi o to, żeby ludzie zaczęli się bać.http://zygmuntbialas.salon24.pl/284173,spolka-agora-wytoczyla-proces-antoniemu-klusikowi

W dyskusji pod tym rzetelnym i zwięzłym tekstem znajdziemy takie komentarze:

... nazwał Gazetę Wyborczą ‘ORGANIZACJĄ PRZESTĘPCZĄ, WROGĄ NASZEJ CYWILIZACJI’ (duże litery moje) Jak powiedzial to przed kamerami i jest zapis, to dyskusja zbedna. Niech szykuje pieniadze na ogloszenie zprzeprosinami i te 5 tysiecy na cele charytatywne. Przegra jak amen w pacierzu”

- Joanna Pszon miała świętą rację. - P. Antoni Klusik wyciągnął fałszywy wniosek z pobłażliwości władz państwowych względem osób, naruszających porządek publiczny pod Pałacem Prezydenckim - zapomniał, że Agora to firma prywatna, która nie pozwoli na publiczne oszczerstwa pod swoim adresem. ”

Tu chodzi o śmierć człowieka. Nie sadzę, żeby jakiś sąd stanął po stronie tego bydła. Ekipy się zmieniają a papiery zostają ukłony ”

Jeszcze takich nie było (chyba), którzy by wygrali z Gazetą Wyborczą.”

Nie znam spraw, które by GW przegrała; tylko raz częściowo: nie udało się im wydębić od IPN 50 tys. zł. Pocieszam się, że takie sądzenie się nie przyniesie GW sławy i nakład będzie nadal lądował w dół. ”

No i zgadanijcie, mili państwo, kto miał rację? Tak właśnie. Najbliżej prawdy był ów bloger, który podkreślił, że chodzi tu o śmierć człowieka i żaden sąd nie stanie po stronie „tego bydła”.

Choć niestety to nie śmierć pana Jana Klusika, starszego brata Antoniego, zadecydowała o ostatecznym wyroku, ale raczej umiejętne sformułowanie linii obrony przez doświadczonego prawnika, panią Alicję Nabzdyk, postać znaną w opolskim środowisku patriotycznym i solidarnościowym, obrońcę pana Klusika w tym procesie, która oparła obronę na koncepcji cywilizacji prof. Konecznego, czym nadała owej krytyce Gw ze strony pana Klusika jako organizacji wrogiej naszej cywilizacji precyzję i siłę. Wyrok I Instancji był również wynikiem szermierki na argumenty w wykonaniu pana Antoniego: „Wprawdzie Sąd Okręgowy w Opolu skazał działacza Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, na publikację przeprosin w lokalnych mediach, ale Sąd Apelacyjny tylko w przypadku pierwszego z tych określeń podtrzymał orzeczenie I instancji, pisze Nasz Dziennik. ‘Zgodnie z wyrokiem można będzie mówić, że to pismo jest wrogie naszej cywilizacji, twierdzi Klusik. I zaznacza, że walka o wolność dotyczy także swobody wypowiedzi.’ Dobrze, że sąd zauważył, że mamy prawo nazwać siebie, iż reprezentujemy inną cywilizację niż Wyborcza’, dodaje.

(http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/501609,Gazeta-Wyborcza-wrogiem-naszej-cywilizacji)

No więc pan Antoni „Wołodyjo-Zagłoba” - „Wołodyjo-Zagłoba”, Wołodyjo, bo zna timing szermierczy; Zagłoba, bo jego, jak zobaczynie mili państwo zaraz, fortele trafiają głęboko w duszę adwersarza - no więc pan Antoni ostatecznie wygrał ten proces. Bo jakże inaczej można by opisać ten werdykt wydany w obliczu dysproporcji między molochem Agory z jednej strony a rencistą z drugiej? Pan Antoni wraz z panią Alicją, jego obrońcą, i całym OSPN może odtąd wziąć słowa imć Onufrego: „Jam ci to sprawił!”, jako swoje. A dokonał tego odparowaniem cięcia nyżkiem ze strony adwersarza – cięcie nyżkiem jest niemal niemożliwe do odbicia, jest albowiem cięciem poniżej pasa z dołu – niemal z jednoczesnym, swoim, cięciem w zerk, w twarz przeciwnika. Szabla w jego prawicy paruję cios poniżej pasa i zaraz tnie prawą skroń przeciwnika, co oznacza, że albo tnie tylnym ostrzem pióra (ostrej części głowni) albo po odparowaniu szabla śmiga wzwyż, ale podstępnie po lewej stronie pana Michała-Onufrego, który wygina nadgarstek i tnie przednim ostrzem. Innymi słowy należałoby nazwać ten fortel podniesieniem przyłbicy, co ważne, swojej i adwersarza.

A było to tak: „Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście nastąpiła kolejna odsłona wytoczonej 3 marca br. sprawy o ochronę dóbr osobistych. Przesłuchano Niemczyckiego, szefa Agory, wydawcy "GW". Odbyło się to z nikłym udziałem publiczności. Zdaniem prawników, niewykluczone, że przedstawiciele Agory chcieli uniknąć rozgłosu w związku z tym, że 7 lipca zbliża się termin innej rozprawy - również o ochronę dóbr osobistych - wytoczonej tym razem poecie Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi. Mecenas Alicja Nabzdyk, pełnomocnik Klusika, przypuszcza, że świadomie wybrano do wczorajszego przesłuchania III Wydział Rodzinny i Nieletnich. - Jutro będzie rozprawa Agory przeciwko panu Rymkiewiczowi. Jest już takie jej nagłośnienie medialne, że prawdopodobnie stwierdzili, że przesłuchanie w sądzie rodzinnym będzie bardziej kameralne. To nietypowe postępowanie - zauważa mec. Nabzdyk.
Na przesłuchanie stawił się jednak Klusik, który chciał zadać Niemczyckiemu kilka pytań, co - jak się okazało - nie było łatwe. - W naszym pozwie chodzi o to, żeby dowieść, iż jest nieprawdą i nie ma dowodów, aby pozwany używał takich stwierdzeń - mówił sędziom Niemczycki. Klusik chciał się dowiedzieć m.in., dlaczego został pozwany przez spółkę Agora, skoro jego wypowiedź o "organizacji przestępczej" dotyczyła "Gazety Wyborczej". - Czy jest pan współwłaścicielem spółki? - spytał Klusik. - Tak, jestem akcjonariuszem, posiadam udziały - odpowiedział Niemczycki. - Czy pana celem jako współwłaściciela jest zarabianie pieniędzy? - ponownie spytał działacz OSPN. Sędzia sądu rejonowego Ewa Soból-Ganiec oddaliła to pytanie jako niemające związku ze sprawą, argumentując, że stroną powodową jest osoba prawna - spółka, a nie fizyczna - Niemczycki. Klusik nie ustępował. - Sąd ogranicza moje prawa do zadawania pytań. Czy celem spółki jest zarabianie pieniędzy? - zapytał ostatecznie pozwany. Niemczycki odpowiedział twierdząco. - Tak. Celem jest rozwój spółki, zagwarantowanie niezależności mediów, które posiadamy, gdyż ich finansowanie przez partie lub organizacje religijne powoduje, że stają się w sposób pośredni lub bezpośredni zależne - oznajmił szef Agory. - Czy celem spółki jest propagowanie pewnych idei? - kontynuował przesłuchanie Klusik. Sędzia ponownie uchyliła jego pytanie. - Czy celem spółki jest przekonanie o swoich racjach? Pragnę zaznaczyć, że w pozwie strony powodowej zarzuca się, iż nazwałem "GW" "organizacją przestępczą". Skoro sąd uchyla to pytanie, jest stronniczy - ocenił Klusik. Sędzia uznała, że to ostatnie może należeć do jego prywatnej opinii. Klusik zwrócił uwagę Niemczyckiemu, że jego słowa dotyczące działalności gazety powinny być raczej przedmiotem publicznej debaty, a nie rozprawy sądowej wytoczonej przez olbrzymi koncern medialny zwykłemu skromnemu człowiekowi, który stanął w obronie godności własnej rodziny. - Czy jest pan w stanie dostrzec biednego rencistę z Opola? Uważam, że celem procesu jest ograniczenie wolności słowa. Celem spółki jest niszczenie przeciwników ideowych i politycznych. Czy panu nie jest wstyd? - mówił. Sędzia ponownie uchyliła zadane przez Klusika pytania.
Niemczycki zdecydował się w końcu zabrać głos. Wskazał, że darzy szacunkiem "wspólną" w okresie komunistycznym opozycyjną "przeszłość z pozwanym". - Mniemam, że chodziło nam wówczas o to samo. Widać obecnie, że różnimy się światopoglądowo. Pozwany powiedział, że jesteśmy "organizacją przestępczą", co w mojej ocenie nie ma nic wspólnego z debatą publiczną. Skoro kogoś się tak określa, trzeba mieć na to dowody - stwierdził szef Agory.
Sędzia przystąpiła ostatecznie do odczytania protokołu z przesłuchania Niemczyckiego, w którym ten ostatni zeznał, iż celem każdego medium "jest niezależność i wiarygodność". "Wypowiedź nazywająca spółkę "organizacją przestępczą" ewidentnie narusza nasze dobra osobiste" - czytała sędzia. Jak wynikało z protokołu, szef Agory tłumaczył, że takie publiczne oświadczenie Klusika naraża spółkę na utratę wiarygodności, ponieważ dowiadują się o tym następnie udziałowcy i reklamodawcy, "którzy nie chcą mieć nic wspólnego z organizacją przestępczą". Niemczycki podkreślał również, że pełnomocnicy spółki chcieli załatwić sprawę polubownie, aby Klusik przeprosił za swoje słowa w środkach masowego przekazu. To ostatnie stwierdzenie wywołało zdziwienie pozwanego. - Agora wysłała propozycje ugody, ale warunkiem było zapłacenie 5 tys. złotych - zauważył Klusik.” (http://213.218.120.117/artykuly.php?id=112743)

Nie wiem, jak sądzicie wy, ale mnie się zdaje, że te proste słowa: „czy nie jest panu wstyd?”, były cięciem kończącym sprawę. Pan Antoni swoją słabość obrócił w siłę. Jak się zdaje jego tym, co nadało moc jego świadectwu obywatelskiego sumienia, było również „polityczne” uchylenie przez panią Sędzię jego ostatecznego pytania do pana Niemczyckiego .

Teraz możemy posłuchać pana Antoniego, również pana Łysiaka „Kmicico-Czarnieckiego” na żywo w audycjach Rzeczpospolita trzecia i pół. I nie tylko. Piszę o panu Jerzym, że Kmicico-Czarniecki, bo horyzonty, konstatuję to bez żadnej ironii, miewa hetmańskie a wąsik jędrusiowy. W pierwszej debacie styczniowej możemy posłuchać pana Arkadiusza Karbowiaka opolskiego inicjatora narodowego Święta Żołnierzy Niezłomnych i współorganizatora stołecznego Muzeum Niezłomnych. Możemy nadto nałożyć tembr głos pana Antoniego na słowa cytowane powyżej z Naszego Dziennika. I delektować się oną sztuką szermierczą.

Dla zachęty kilka fragmentów z debaty majowej, w których pan Jerzy gestem niemal hetmańskim kreśli strategiczne horyzonty, zaś pan Antoni tłumaczy jak je wypełnić konkretem fechtunku. Prowadzący pyta się o sytuację w jakiej PiS dziś sprawuje władzę. Pan Jerzy odpowiada: „Chciałem przypomnieć, że my nie jesteśmy samotną wyspą. Przecież ta sytuacja krajowa, ta walka, ta obrona stołków, nazwijmy to po imieniu, ze strony tych przegranych, jest nałożona na sytuację w Europie, kiedyś my tak myśleliśmy, a teraz przecież widać, że światową. Bo przecież była sytuacja całkiem podobna w Stanach Zjednoczonych. Do których, gdzie tam nam się porównywać, a przecież sytuacja była całkowicie analogiczna i podobna. Tutaj mówi się po prostu w ten sposób, że jeżdżą ci targowiczanie i sprzedają Polskę. A to nawet nie o to chodzi. Bo przecież jest naturalną rzeczą, że tamci mają dokładnie te same interesy. Ci Europejczycy, te wszystkie Timmermanse i inni mają dokładnie te same interesy, co ci nasi chłopcy, przeciwnicy nasi w Polsce. Więc tu chciałem powiedzieć taką rzecz, bardzo ważną. Ja sobie uświadomiłem bardzo mocno wtedy, gdy czytałem wywiad w Gościu niedzielnym z Jarosławem Kaczyńskim na temat stosunku PiSu do przerywania ciąży i do tej całej debaty. Uświadomiłem sobie to bardzo mocno, że w skład odpowiedzialności PiSu wchodzi, paradoks, taki element, żeby nie utracić władzy. Bo przecież jeśli się utraci władzę, utraci się wszystko. WSZYSTKO! Więc ta ostrożność, ta odpowiedzialność za to, żeby nie utracić władzy, dla kogoś, kto nie praktykował polityki na takim szczeblu, jest kompletnie niezrozumiałym. Nawet nie bardzo wiadomo, o co tu może chodzić.” W słowo wchodzi tu pan Antoni: „W końcu mamy demokrację. To nie żadne nieszczęście zdobyć władzę.” Odpowiada pan Jerzy: „Żadne nieszczęście, bo to jest odpowiedzialność największa. Bo jak się utraci władzę, to wszystko się traci, wszystko przestaje mieć sens”. Znowu Antoni: „To tak jest w tej sytuacji, Jurek. W sytuacji, która jest teraz, bo się tak zaogniło na całym świecie. Ktoś powiedział i sądzę, że słusznie, że jest właściwie tylko jedna wojna. Wojna między szatanem a Bogiem. Ja wiem, że tu można w jakieś niedobre rzeczy wpaść, ale w końcu, gdyby politycy tak wrzeszczeli, to ludzie może by im nie wierzyli, ale my nie jesteśmy politykami, patrzymy z tyłu i tak to odbieramy.Atoli starsi panowie dwaj ani nie są ani politykami ani nawet adwokatami PiSu, albowiem kiedy pan Jerzy mówi o odpowiedzialności pani Kopacz i jej ekipy za kłamstwo smoleńskie i rządowym zamierzonym zaniechaniu egzekucji prawa wobec przestępców „smoleńskich”, pan Antoni wchodzi mu w słowo i mówi: „Być może to nie jest zamierzone, ale wynika to z tzw. mechaniki walki politycznej. To tak troszeczkę jak na polu walki. To można zrozumieć. Że na przykład tym prawym skrzydłem nie uderzymy, bo za dużo … albo lewym … albo coś takiego. To jest jakoś tam wytłumaczalne, ale tego jest trochę za dużo”, uśmiecha się uroczo pan Antoni. „Za dużo tej ostrożności procesowej?”, konkretyzuje pan Bezeg. „Tak, tak, za dużo ostrożności procesowej”, potwierdza pan Antoni. „To są zaniechania”, wtrąca się pan Jerzy. „Można to nazwać zaniechaniem walki”, dopowiada Antoni, „kiedy się ponosi klęskę, ale kiedy się zwycięża, to są koszty zwycięstwa, czy jakieś tam.”

Nie ma już tu miejsca na dalsze cytaty, dość że dopowiem, że z dalszej dyskusji wynika, że według obu panów, te tzw. „koszty zwycięstwa” można i należy zminimalizować. Winą PiSu jest zaniechanie optymalizacji onych kosztów. Na czym ma polegać owa optymalizacja, trzeba dosłuchać samemu. 



tagi: zaścianek  radko]  radko  radio opole  rzpospolita 

Magazynier
27 czerwca 2017 23:26
3     379    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
elzbieta @Magazynier
28 czerwca 2017 13:32

Dobrze, ze ma Pan taki duzy magazyn Panie Magazynierze!

Czytam Panskie teksty regularnie z duza przyjemoscia,komentarze pamietam jeszcze z Salonu 24 - fantastyczne, dowcipne, dopiero po jakims czasie zestawilam sobie Panska osobe z tym "kochanym panem Waclawem" z wykladu prof.Guza. Dzieki za Pana prace i promowanie tak znamienitych i madrych ludzi!

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @elzbieta 28 czerwca 2017 13:32
28 czerwca 2017 14:40

Pięknie dziękuję. Trudno w końcu nie zestawić. Ks. Guz jest przede wszystkim kochany i niezwykle uprzejmy.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Magazynier
29 czerwca 2017 09:30

Dobra robota Panowie, te widea wszystkie widziałem i są świetne dzięki!

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować