-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Żelazny motyl cz. III + konkurs

Pytania konkursowe znalazły swoje odpowiedzi o godz. 20:21 dziś 19. 11. 2017. Udzielił ich p. Marcin Maciej. Wygrał w ten sposób jeden egzemplarz kwartalnika Szkoła Nawigatorów poświęcony tematyce hiszpańskiej. Wyrazy wdzięczności dla zwycięzcy.

Pytania konkursowe: 1. Kim jest prawdziwy człowiek motyl i jaka była jego najnowsza kreacja?

2. Co zrobiła Klaudia Jachyra z Nowoczesnej w listopadzie zeszłego roku przed bramą WSKSiM w Toruniu?

Nagroda: darmowe numery kolejnego (hiszpańskiego) kwartalnika Szkoły Nawigatorów, osobno za pierwsze i za drugie pytanie. 

Zwycięzca: osoba, która pierwsza odpowie na pierwsze lub na drugie pytanie. Jeśli jedna osoba koniecznie będzie chciała odpowiedzieć na obydwa to w nagrodę zgarnie jeden i ten sam numer hiszpańskiej Szkoły Nawigatorów.

Krótki słowniczek wylgaryzmów ocenzurowanych za pomocą trzech kropek; w przypadku tych słów trzy kropki nie są niedomówieniem, są aktem cenzury:

,k... , - pogardliwa nazwa zdemoralizowanej kobiety pochodząca do łacińskiego słówka curvum, tu w dialogach zwykle ujęta jest między przecinkami;

ch... - prasłowiański czasownik w trybie rozkazującym (tak jak "stój") oznaczającym niegdyś bardzo przyzwoity nakaz chowania intymnej części męskiego ciała; dziś jest wulgaryzmem; często też jest zapisywany nieortograficznie z "h" na początku;

d... - dupa; od...any - odjebany; j...any - jebany; pier...ony - pierdolony; sk...syn - skurwysyn;

Krótki słowniczek wylgaryzmów ocenzurowanych za pomocą trzech kropek; w przypadku tych słów trzy kropki nie są niedomówieniem, są aktem cenzury:

,k... , - pogardliwa nazwa zdemoralizowanej kobiety pochodząca do łacińskiego słówka curvum, tu w dialogach zwykle ujęta jest między przecinkami;

ch... - prasłowiański czasownik w trybie rozkazującym (tak jak "stój") oznaczającym niegdyś bardzo przyzwoity nakaz chowania intymnej części męskiego ciała; dziś jest wulgaryzmem; często też jest zapisywany nieortograficznie z "h" na początku;

d... - dupa; od...any - odjebany; j...any - jebany; pier...ony - pierdolony; sk...syn - skurwysyn;

II.

Profesor Leonard wraz z Tomkiem Paziem ostrożnie, powoli umiejscowili się na secesyjnych siedzeniach, jakby na plecach dźwigali kanistry z płynną nitrogliceryną, i ogarnęli ociężałym spojrzeniem scenografię restauracji „Kasztanka”: płócienną tapicerkę ścian z drobnymi secesyjnymi wzorami kwietnymi, olejne pejzaże pól jasno-liliowo kwitnącej gryki, dworków ocienionych spienionymi dębami, obrazy polskiej kawalerii, wśród nich, rzecz jasna, „Kasztankę” Kossaka, obrazy zimowych ucieczek na saniach ciągnionych przez trojki przed sforami wilków, ilustracje Andriolliego do Pana Tadeusza, grafiki Ostrej Bramy i wileńskich świątyń, ciemne kredensy z pseudo-barokowymi motywami, rozłożyste sofy w takież nieokreślone wzory, krzesła rzeźbione w stylistyce ni to fin de siecle, ni to rokoko. Każdy stolik, nawet te małe dla par, oddzielone były przepierzeniami, tworząc przytulne apartamenty dla biesiady trzech, czterech i więcej osób. Profesor Leonard nie miał nawet siły skomentować dyletanckiego synkretyzmu wnętrza. Opuścił ciężko głowę i wyciągnął z ekologicznej marynarki torebkę chusteczek odświeżających Cleanic. Odruchowo podał je Paziowi. Paź z rezygnacją sięgnął po jedną. Otarł czoło, brwi i oczy. Zbliżył do nosa. Powąchał ostrożnie.

– Dolce and Cabana – wymamrotał profesor. Paź zmarszczył czoło i spojrzał pytająco na profesora, jakby z jego zmęczonej twarzy chciał odczytać znaczenie tych dziwnych dwu słów.

– Taki perfum – dodał starszy pan wycierając swoją chusteczką ręce. – Skrapiam je czasami Dolce and Cabana. Męski perfum.

Paź nic nie odrzekł. Uniósł jedynie brwi i pociągnął chusteczką po zaroście i szyi.

– Ładnie, k…, pachnie – rzekł chowając chusteczkę do kieszeni. – Kopsnij, psorze, jeszcze jedną – nad wyraz grzecznie poprosił swego mentora. Lekki uśmiech rozjaśnił umęczone oblicze profesora, który znowu sięgnął do wewnętrznej kieszeni po paczuszkę, lecz nie otworzył jej tylko całą położył przed Paziem na lakierowanej powierzchni dębowego stołu.

– A co będzie miał psor? – spytał zdziwiony Paź.

– Ja mam jeszcze jedną – profesor wyjaśnił krótko. Paź z namaszczeniem otworzył paczuszką. Wyciągnął śnieżnobiałą chusteczkę. Zbliżył do nosa. Pociągnął.

– Dziewczyny lecą na to? – spytał nieśmiało. Profesor żachnął się:

– Nie wiem. Sprawdź. To jest formuła sportowa.

– Na pewno lecą – mruknął z ukontentowaniem młodego kocura, młody kocur Paź. – To przecież drogie jak ch... – ugryzł się w język – … jak cholera – poprawił się.

Podeszła do nich wysoka, zgrabna blondynka z grubym warkoczem, jakoby litwesko-zaściankowym, o twarzyczce naiwnej gimnazjalistki. Uśmiechając się przymilnie, podała im menu. Odeszła tanecznym krokiem. Paź pociągnął za nią maślanym spojrzeniem. Czego nie omieszkał zauważyć profesor.

– Po godzinach, Tomeczku, dopiero po godzinach. Jesteśmy tu w interesach – przypomniał mu profesor. – Wybierz coś – mruknął studiując menu.

Paź jednak wolał majstrować przy swojej komórce. Dziwnym trafem udało mu się włączyć nagrywarkę. Szepnął do głośnika:

– Wezwolny, k…, Kasztanka, godzina dziewiąta zero siedem. – Dodał datę. Położył komórkę między nogami, żeby zobaczyć czy będzie dobrze leżeć. W tym momencie zza węgła wyłonił się pan Lucjan tym razem w czarnej marynarce, takichże spodniach z kancikiem i białej koszuli. Podał dłoń profesorowi. Wyciągnął ją do Tenzbirka, który ostrożnie odchylił się i równie ostrożnie ją uścisnął. Wezwolny ściągnął przeciwsłoneczne, kawowe okulary i zmierzył go chłodnym wzrokiem doświadczonego hodowcy bydła, jakby szacował cenę narowistego byczka.

– Ja głodny nie jestem – rzekł bezceremonialnie. – Jeśli panowie macie ochotę na kolację, proponuję krótko omówić sprawę. A potem zostawię panów samych.

Ponownie podeszła do nich uśmiechnięta blondynka. Zamówili jedynie wodę mineralną z cytryną.

– Musicie się, panowie, spotkać z aktywem NEP-u. – Tu padły nazwiska kilku aktualnych liderów totalnej opozycji antyfaszystowskiej, przybrawszej za swoją nazwę ów skrót pełen historycznych aluzji, a oznaczający obecnie Niepokorną Elitę Polską. – Dzisiaj między 11 a 12 w nocy, czyli … – Spojrzał na smartfona – za jakieś trzy, cztery godziny. – Podał adres hotelu, w którym zatrzymał się sam profesor, i numer pokoju. – Będą na was czekali. Pan Tenzbirek przedstawi zebranym te zdjęcia. – Wyciągnął zza pazuchy dwa zdjęcia realistycznych portretów, wziętych z popularnej prasy, w ujęciu tzw. „duce”, od dołu, jakby z uniesionym podbródkiem, sugerujące władczą zarozumiałość, przedstawiających znanego wszem i wobec Księdza Redemptorystę, zarządzającego, teraz już nieformalnie, słynną rozgłośnią i telewizją katolicką, i drugie równie sławnego lidera partii rządzącej. Wokół nich wianuszkiem ułożone były dwa słowa w różnorodnych formatach: PEDOFILIA PIENIĄDZE PEDOFILIA PIENIĄDZE PEDOFILIA PIENIĄDZE.

– O k… – Paź był zszokowany. – To ma być na skrzydłach mojego motyla? – Nawet jemu, niezłemu kozakowi, taki numer nie przeszedłby przez głowę. Przestraszył się. – Mocne, k…, węgierskie – wydukał. – Nie przegnę? Przecież to, k…, kryminał.

– No cóż, proszę pana – rzekł pan Lucjan, akcentując zwrot grzecznościowy „proszę pana”. – Takie ryzyko. Nie musi się pan zgodzić. Ale jeśli pan wchodzi, ryzyko jest na całego. To jasne.

– Jakie da pan gwarancje, że wyciągniemy Tomka z więzienia po takiej prowokacji? – spytał profesor.

– Więzienie to nic. Wikt znośny. Telewizja. Pornosy. Kontakty z ludźmi interesu. Da się wyżyć. Gorsza będzie grzywna – odparł chłodno Wezwolny.

– Ile mi za to grozi? – Tenzbirek Paź przełknął ślinę.

– Nie mam pojęcia – rzekł wydawca. – Ale dużo. Do końca życia raczej się nie wypłacisz.

– I co, k…, chcesz mnie, gościu, k…, wsadzić o tak o po prostu, k…, do, k…, mamra? – Paź stracił cierpliwość, zaczął nerwowo ocierać czoło i przebierać nogami pod stołem.

– Nie – odrzekł Wezwolny. – Jest jeszcze inna gwarancja. Materiał na jednego i drugiego.

– Fotomontaż chyba – żachnął się profesor. – Skręcacie historię, w którą nikt nie uwierzy. Przecież wykorzystalibyście to dawno temu, gdyby to było prawdą.

– Nie ma przymusu – skwitował pan Lucjan. – Zaproponujcie inne napisy. Ale takie, który powalą ich obu.

Milczeli przez chwilę, mierząc się wzrokiem.

– Forsa, władza, ... forsa, władza, ... forsa, władza ... – powoli wycedził Tenzbirek. I nawet nie dodał łacińskiego znaku przestankowego. Profesor obrócił ku niemu wzrok pełen zdziwienia i nieskrywanego podziwu.

– Ok – przytaknął pan Lucjan. – Pasuje. Dodamy do tego obrazek lexusa i geotermii. A Jarosławowi dodamy obrazek jego willi i samochodu służbowego. Rozumiem, że wchodzicie w to panowie.

– Mamy czas do namysłu? – spytał nieśmiało profesor.

– Nie – odparł chłodno pan Lucjan.

– Ja w to, k…, wchodzę – wypalił Paź. – Psorze, nie musisz w to się pakować. Mi to pasuje. Z tego to nawet ja sam się wybronię. Nie musi, psor, ze mną iść tam do hotelu.

Pan Lucjan po raz pierwszy w czasie tego spotkania uśmiechnął się i rzekł:

– Będą jeszcze z ciebie ludzie, panie Tenzbirek … Jednak profesor do hotelu musi iść. Musi pana wprowadzić i przedstawić. Może pan, panie profesorze, tylko przedstawić pana Tenzbirka i zostawić go pod jakimś pretekstem, np. że Tenzbirek nie życzy sobie, żeby pan znał szczegóły akcji. Czy coś w tym stylu. Ale wprowadzenie przez mentora jest niezbędne. Bez profesora pan nic nie znaczysz.

Pan Lucjan odczekał chwilę milczenia. Zarejestrował kiwnięcie głowami obu interlokutorów. Wypił łyk wody mineralnej, uścisnął dłonie obu mężczyzn i wyszedł. Zamówili sutą kolację, co każdy chciał i o czym marzył. Befsztyk krwisty, kaczkę pieczoną w jabłkach, śliwkach i rodzynkach, kołduny, sałatkę owocową, tiramisu i wódkę. Paź chciał wziąć dwa razy po pół litra. Nie żeby od razu wszystko. Jedną na miejscu, drugą w hotelu. Ale profesor ostudził go i zredukował zamówienie do dwu setek.

– Tomeczku, po wszystkim – rzekł tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Opijemy to po wszystkim. Najpierw interesy. A teraz … kaczor – rzekł trzymając w palcach ociekający tłuszczem i owocowym sosem udziec kaczy. Drapieżnie wbił w niego zęby. Paź wybuchnął nieokiełznanym, głośnym śmiechem.



tagi: proza niepublikowana  pastisz  realia a. d. 2017  

Magazynier
19 listopada 2017 10:05
30     993    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @Magazynier
19 listopada 2017 10:24

No, ciekawie:)

.

.

nie wiem kto to Jachira

.

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Maryla-Sztajer 19 listopada 2017 10:24
19 listopada 2017 11:28

Jakie co? Ja nic nie wiem :)

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier
19 listopada 2017 13:23

To jednak krzepiące, gdy człek WIe że nic nie wie:))

Taki jeden już to kiedyś napisał;).

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @parasolnikov 19 listopada 2017 11:28
19 listopada 2017 14:09

Że co co? "Jako pasaszer tej tasówki mam prawo wiezieć o so chozi? ..." - cytat ze znanego dowcipu. No więc, ja się pytam przy niedzieli, po dobroci na trzeźwo, o co się rozchodzi?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 19 listopada 2017 14:09
19 listopada 2017 14:20

.................biez vodki nie razbieriosz..............

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Magazynier
19 listopada 2017 14:37

Coś w tym stylu. Jak nie poplujesz, nie pojedziesz. Inne przysłowie znad mazurskiego jeziora Roś.

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @Maryla-Sztajer 19 listopada 2017 13:23
19 listopada 2017 14:46

On nie doszedł do tego sam,jego żona zauważyła to pierwsza.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @DYNAQ 19 listopada 2017 14:46
19 listopada 2017 14:50

Oj, niedobrze, niedobrze mieć tak spostrzegawczą żonę.

To już lepiej do klasztoru za młodu..

A! Nie było klasztorów:(.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier
19 listopada 2017 14:55

Magazynierze

NIE WIEM co robiła madama Kławdia...

Będę szczelać: śpiewała.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 19 listopada 2017 14:55
19 listopada 2017 15:09

Niestety nie trafiła pani. Ale strzelać można do skutku.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 19 listopada 2017 15:09
19 listopada 2017 15:17

Nie...przypomniało mi się że óna "śpiewa" po prostu. Stąd podejrzenie:)))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @Magazynier
19 listopada 2017 15:30

no i co? można robić przyjemne do czytania opisy? Można!

 

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Shork 19 listopada 2017 15:30
19 listopada 2017 16:30

A które były nieprzyjemne? Pytam się poważnie, bez ironii i  bez żadnej urazy. Chciałbym wiedzieć. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Shork 19 listopada 2017 15:30
19 listopada 2017 16:33

No i nie napisał mi pan, co to znaczy pisać pierwszy rozdział dwa razy.

zaloguj się by móc komentować

Shork @Magazynier 19 listopada 2017 16:33
19 listopada 2017 17:30

napisałem, w pierwszym rozdziale opisy "zgrzytają ultrałopatologicznym realizmem" nie zostawiając nic wyobraźni cyztelnika, do tego skłaniają go do prób rozszyfrowania wątków, które zaraz nastąpią, nimi  zapowiedziane. Przytłaczają czytelnika.Nie nudzą, ale przytłaczają, a czytelnik się zastanawia, co on robi po drugiej stronie liter, bo zdaje się, że pisarzowi jest w ogóle niepotrzebny.
 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Shork 19 listopada 2017 17:30
19 listopada 2017 17:35

Pisząc na początku, że to się trudno czyta ...miałam coś takiego na myśli.

Ponieważ Magazynier użył w samoobronie argumentu, że kiedyś mi się fragment podobał...już nie tłumaczyłam dalej. By się obraził.

.

Ale czym innym luźno czytany wpis, niby komentarz, a czym innym ten sam tekst w większej całości.

.

Zgadzam się z tym pisywaniem "początku' ponownie...doświadczyłam tego. Albo...zbyt pózno spostrzegłam ...i tak było, ze już 'poszło do ludzi'.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Shork 19 listopada 2017 17:30
19 listopada 2017 18:31

@Maryla-Sztajer

Jak to nie jest potrzebny. Potrzebny. Bo bez niego nie ma zabawy i ... kasy. To jest wspólna zabawa. Samemu się pośmiać to tylko pół przyjemności. A jak mi zapłaci, to mu jeszcze postawię limoniadę. 

Oj, ludzie, jak wy nie lubicie baroku. Przecież makaronizmy są piękne. Ale biorę to na klatę. Czyli na poważnie. W wolnej chwili poczytam to z punktu czytelnika który nie lubi baroku. 

Pani, Marylo, jak pani mnie kiedyś obrazi, nie omieszkam tego pani zakomunikować. Jak do tej pory nie udało się. Ciągle pudło. 

Panie Shorku, ja ten wstęp pisałem 50 razy. Tylko nie mów mi pan, że o 48 razy za dużo.  

zaloguj się by móc komentować

Shork @Magazynier 19 listopada 2017 18:31
19 listopada 2017 18:41

Pan Shork, to zupełnie inna postać, ja jestem Shork.
Powtarzam, pierwszy rozdział piszę się drugi raz, już po zakończeniu całości, ale być może w tym przypadku nie będzie takiej potrzeby,  wypowiem się na ten temat jak przeczytam całość

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @Magazynier 19 listopada 2017 18:31
19 listopada 2017 19:31

Ja się tylko droczę z pańską programową 'naiwnością'...tudzież sprawdzam na ile jest pan narwany:)))

.

@...no dobrze....maupa jestem;).

.

 

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @Magazynier
19 listopada 2017 20:21

Spróbuję odpowiedzieć na pytania konkursowe :

1. Imię jego Hajcnel Paweł - z tego co przeczytałem na lodz.wyborcza.pl ( a ciężkie to było i oczy jeszcze mnie bolą ) w tym roku nie poszedł na procesję, za to maszerował przez Pałacem Prezydenta w różowych porteczkach i z kolorową sikawką ( całe 358 wyświetleń, w tym jedno moje na youtube ).

2. Jechira Klaudia :

" Do skandalicznej prowokacji doszło w czwartek przed Sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. JP II w Toruniu. Dwie osoby z kukłą przypominającą prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z dłonią wypełnioną fałszywymi banknotami fotografowało się na tle świątyni - informuje Radio Maryja.

Jak informuje rozgłośnia jedną z osób była działaczka N. Klaudia Jachira znana z umieszczanych w Internecie prześmiewczych akcji. Tym razem pojawiła się przed WSKSiM i Radiem Maryja.

Pliki banknotów wciśnięte w dłoń kukły przypominającej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego miały powielać kłamstwa powtarzane przez liberalno-lewicowe media i niektórych polityków, że Radio Maryja i powstałe przy nim dzieła są finansowane z budżetu państwa. Tymczasem utrzymują się one przede wszystkim z dobrowolnych ofiar ludzi. Wszystkie odszkodowania i dotacje jakie otrzymała m.in. Fundacja Lux Veritatis oraz WSKSiM były przyznane zgodnie z prawem

— czytamy na stronie Radia Maryja. "

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @Marcin-Maciej 19 listopada 2017 20:21
19 listopada 2017 20:23

Skopiowałem tekst z internetu, nie wiem dlaczego ukrył się tam link do strony z jakąś biżuterią, nie było to moim zamierzonym działaniem. Przepraszam.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Marcin-Maciej 19 listopada 2017 20:23
19 listopada 2017 20:30

Gratulacje. Wygrał pan konkurs. Dziękuję za trud. Mniejsza o te linki. Proszę mi przesłać swój adres na pocztę wewnętrzną. Jak ukaże się hiszpańska SN, prześlę ją panu. 

Klaudia Jachira dała popis z pacynką JK 28 listopada 2016. 

To ma coś wspólnego z moim tekstem, ale o tym przy następnym odcinku.  

zaloguj się by móc komentować

Ogrodnik @Magazynier
19 listopada 2017 21:45

Szanowny.

Dałeś Pan nie lada zagwozdkę zacnemu forum przyjaciół kliniki języka tym rokokowym, literackim Fragor Maximus.

Ja muszę wcześnie rano u mnie na podjeździe posolić, mit Salzstreuer, chodniki, żeby tutejsi kuracjusze nie doznali ossa fractionis.

Powodzenia! ;))

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Ogrodnik 19 listopada 2017 21:45
19 listopada 2017 21:58

Dziękuję. Zatkało mnie. Na ten Fragor Maximus. Jak bym coś pamiętał z Paska, to bym godnie odpowiedział, ale i pamięć mi odjęło. Dziękuję raz jeszcze. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Ogrodnik 19 listopada 2017 21:45
19 listopada 2017 22:02

A ja jutro na 7 do lekarza. Powodzenia wzajemnie. 

Tak więc na dziś kończę komentarze. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Marcin-Maciej 19 listopada 2017 20:21
21 listopada 2017 12:10

"1. Imię jego Hajcnel Paweł "

Powinno być: a imię jego 44, w dowodzie zaś ... 

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @Magazynier 21 listopada 2017 12:10
22 listopada 2017 08:13

Z tego co pamiętam stały za tym fakty i mity. Ale ciężko znaleźć cokolwiek w necie dzisiaj ten temat.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Marcin-Maciej 22 listopada 2017 08:13
22 listopada 2017 15:47

Aha. Ale niech mi pan wyśle swój adres na wewnętrzną.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Marcin-Maciej 19 listopada 2017 20:21
22 listopada 2017 15:48

A co? Zrobił pan Hejnclowi fotkę po pałacem prezydenckim?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować