-

Magazynier : Sprawy zaściankowe, stare i nowe. Małżonek, nauczyciel akademicki.

Żelazny motyl cz. VII ostatnia

VIII.

 

„Co jest grane?”, pomyślał Tomek, kiedy usiłował otworzyć powieki i zrozumieć to, co się ukazywało przed jego oczami. Ujrzał jakieś dziwne pejzaże jakby nakładające się na siebie. Przechodzące jeden w drugi. Biel mieszająca się z błękitem i jakimś różem. Jakieś dziwne kształty, które nie chciały stać w miejscu, powielały się w sposób niezrozumiały, przesuwały się, nie wiadomo dlaczego. Jakaś lina nad nim, która kiwała się z jednej strony na drugą. Nie czuł nic. Na początku. Po kilku chwilach poczuł ból w szczęce, w potylicy, w piersiach, w rękach, w nogach, wszędzie.

– Proszę się nie ruszać – jakiś dziewczęcy głos spłynął na niego. – Niech pan jeszcze nie otwiera oczu. Działa jeszcze narkoza. Nie będzie pan dobrze widział. Zaraz dam panu środek przeciwbólowy. Niech pan śpi.

„Narkoza? Gdzie ja, k..., jestem?” Nie był w stanie ani myśleć ani przypomnieć sobie, skąd ani dlaczego znalazł się tutaj, chyba w jakimś szpitalu. „Ale, k..., pasztet!”, pomyślał tylko. Zasnął.

Zbudził się znowu. Było ciemno. Nie mógł w ogóle ruszać ani rękoma ani nogami, ani niczym. Paraliżował go wszechogarniający ból. Zaczął jęczeć. Znowu usłyszał jakiś głos. Ale nie mógł zrozumieć, czego od niego chce. Że ma dać środek przeciwbólowy? Komu? Że ma spać? Zasnął.

Zbudził go znowu ból. Widział już lepiej, ale niewyraźnie. Usłyszał jakiś męski głos, jakby kogoś starszego:

– Ma pan tu dobrą opiekę?

Jakiś inny dziewczęcy, chyba ten sam, co poprzednio, odpowiedział mu:

– On cały czas był nieprzytomny. Całe trzy dni.

– Rozumiem – odparł jakiś męski głos. Tomek zobaczył teraz obok siebie jakąś postać. Dziwnie niską. Jakby w koloratce. Ksiądz? Zdziwił się: „Co to, k...? Mój pogrzeb?”

– Źle widzę ... – wychrypiał przez spierzchnięte usta.

– Niech pan odpoczywa. Będę się za pana modlił – Ksiądz odpłynął od niego. Tomek zasnął znowu.

Zbudził się. Była noc. Zaczął jęczeć z bólu. Znowu kobiecy głos. Znowu zasnął.

 

IX.

 

Tomek zbudził się znowu. Był już dzień. Zobaczył tego samego księdza, ale teraz wyraźniej. Skądś go znał. Tylko czemu on taki niziutki?

– Jak się pan czuje? – spytał Ksiądz.

– Ch...wo – stęknął Tomek. – Co to? Umieram?

– Nie, jeszcze pan nie umiera – rzekł leciwy kapłan. – Ale dostał pan nieźle w kość.

– Dostałem w kość? – Tomek nie mógł sobie nic przypomnieć.

– A pamięta pan swoje imię i nazwisko? – spytał znowu Ksiądz.

Zastanowił się. Pamięta, pewnie, że pamięta.

– Tomasz Tenzbirek – stęknął znowu. – Co, do ch...? Popiłem gdzieś, k..., na melinie?

– Nie, został pan pobity przez jakichś bandytów – rzekł Ksiądz. – Za tego motyla ze Schedką i tym z NEP-u. Ale ich pan obsmarował! Żeś się nie bał, człowieku! Przecież to wyrok. Trzeba było do nas przyjść, albo poradzić się jakiegoś Księdza, jakiegoś posła. Przecież i dla nas to kłopot. Ludzie nie wiedzieli, co z tym zrobić, czy nie jest pan jakimś prowokatorem. Jest pan niepraktykujący ... – domyślił się Ksiądz.

Wszystko nagle stanęło Tomkowi przed oczyma. Profesor, Wezwolny, Neptycy, motyl, kato-manifa, Elektryk i te czerwone gęby Schedki i Neptyka na skrzydłach. Nie umiał wydobyć z siebie słowa. Czuł ból, nie tylko w członkach, ale i w sercu, rozrywający ból i wściekłość. Wściekłość.

– Wrobili mnie – wystękał. Zaczął płakać, jak nigdy w życiu, i jęczęć. Płakał i jęczał. Dławił się łzami i flegmą, tak iż jego słowa stały się bełkotliwe. – Wrobili mnie, k…, ch...e!

– Słucham? – Ksiądz zbliżył się do niego. – Co pan mówi? … Niech pan odpoczywa. Dzisiaj odprawię za pana Mszę Świętą.

Ksiądz odpłynął. Pojawiła się pielęgniarka. Znowu zasnął.

 

X.

 

Ktoś go budził stukając nieprzyjemnie w gips na ramieniu. Tym razem wizja świata wokół była wyraźna. Był dzień. Usłyszał ów głos dziewczęcy i zobaczył jego właścicielkę. Ku swojemu zdziwieniu wcale niemłodą pielęgniarkę, ale niczego sobie, tylko twarz trochę podstarzała:

– Wujek do pana – oznajmiła Tomkowi. – Ale niech pan długo go nie męczy – zwróciła się do gościa. – Jest bardzo słaby.

„Jaki wujek, do k... nędzy? Franek?”, zachodził w głowę. „Franek, k..., gdzieś w Holandii na tirze zap...la. Ma nas głęboko w d… Skąd by wiedział?”

Ale to nie był wujek.

– Jak się czujesz, Tomeczku? – usłyszał głos Wezwolnego i zaraz go zobaczył. – To cię urządzili łobuzy.

Zatkało go. Zaniemówił. Czuł tylko ból i zimno ogarniającego całe jego obijane ciało. I lęk. Przemożny, niewypowiedziany lęk, który odebrał mu mowę i zdolność myślenia. Wezwolony coś mówił jeszcze do niego. W końcu przestał. Coś postawił na nakasliku. I grzecznie się pożegnał. Potem przyszła pielęgniarka. Coś tam nad nim odłączyła. Coś podłączyła i odeszła. Zasnął. Sen przyniósł mu ulgę.

Znowu zbudził się. Była noc. Na nakasliku paliła się jakaś lampka. Przy nim siedział ten sam Ksiądz. Coś czytał i mruczał pod nosem. Teraz go poznał. Zatkało go jeszcze bardziej. To był ten Ksiądz z ferajny Rydzyka. Wincenty czy Walerian, czy jakoś tak. Nie mógł sobie przypomnieć. Pamiętał tyle, że widział go na zdjęciach, razem z Księdzem Rydzykiem, w Wyborczej i w Nie.

– Co tu, k…, klecho robisz? – spytał cicho. Ksiądz podniósł wzrok znad brewiarza. Popatrzył na niego przez chwilę i rzekł:

– Modlę się. Pan się czasem modli?

– Nie. Nie wierzę w Boga ... Nienawidzę was klechów. Ja bym was wszystkich, k…, wytruł.

– A czemu pan nas nienawidzi? – zdziwił się Ksiądz. Tomek milczał. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Nienawidził, bo Księży nienawidził jego ojciec, matka, cała rodzina, sąsiedzi, kumple. Chodzili do Kościoła co niedziela, ale wiadomo, że Księża mają kasę, chleją, chodzą na dziewczynki, a innym zabraniają. Pełno o tym było w Nie, i innych kolorowych gazetach. Jak poszedł do zawodówki, z ulgą przestał chodzić do kościoła. Poza tym, ksiądz to taki cwaniak, który uciekł ze zwykłej ludzkiej nędzy i teraz zgrywa ważniaka. Po prostu nienawidził, bo kogoś trzeba nienawidzić. A teraz siedział przed nim ten stary klecha radiowy, który jeździ leksusem i kąpie się w forsie. Chciał coś mu przygadać, ale zawahał się. Zrozumiał, dlaczego on taki niziutki. Był na wózku inwalidzkim.

– Księże – szepnął. – Niech mi Ksiądz, k..., pomoże.

– Jak mogę pomóc?

– Niech mi, k…, Ksiądz pomoże stąd uciec.

– Panie Tomku, to niemożliwe. Pan jest cały w gipsie.

Tomek milczał przez chwilę. Czuł jak wzbiera w nim bezsilna złość i strach, paniczny strach. Usta zaczęły mu drżeć.

– On, mnie, k..., zabije. Zaj…ie na śmierć, ten gnojek zaj...ny. – Zaczął płakać. Nie mógł opanować bezsilnego szlochu.

– Kto taki? – dopytywał się Ksiądz. Tomek nie mógł wydobyć głos spod nowego potoku łez i flegmy. W końcu wybełkotał:

– Ten pie…ny wujek. To nie wujek. To, k…, morderca. Niech mnie stąd Ksiądz zabierze.

Ksiądz wpatrywał się ze stuporem w Tomka i milczał. W końcu rzekł:

– Tutaj panu nic nie zrobi. Tylu ludzi czuwa nada panem, lekarze, pielęgniarki. Ja jestem w sali obok. Widzi pan, tu w sali są inni ludzie. Też chorzy, połamani, po wypadkach. Wkrótce przyjdzie policjant i pan mu wszystko opowie.

– Nie powiem … Nic, k…, nie powiem – Tomek szlochał. – Bo jak powiem, to mnie, k…, zaj...ie. On sam jest jakiś pies. James, k…, Bond zas...any!

Ksiądz dalej wpatrywał się w niego w milczeniu. Wpatrywał się w płaczącego bandytę, prowokatora i myślał. Milczał i myślał. Wyszeptał:.

– Panie Tomku, niech pan się nie boi. Coś wymyślę. Mam tu chody. Być może … – Ksiądz zawahała się. Znowu zamilkł na chwilę. Odezwał się znowu:

– Być może załatwię panu przeniesienie do innego szpitala … do innego miasta.

Tomek uspokoił się. Ksiądz znowu otworzył brewiarz. Tomek przerwał mu:

– Księże, niech mi Ksiądz przyniesie moją komórkę. Muszą ją mieć na bramce ... Albo lepiej niech Ksiądz sobie ją weźmie. Nagrałem tego, k…, gnojka. Niech Ksiądz sobie posłucha. Jeśli mnie, k…, zabije, niech Ksiądz, k…, wyśle gdzieś to nagranie. Ksiądz będzie wiedział, gdzie.

– Powinna być tu w szafce. Rzeczy osobiste dają do nocnej szafki – rzekł kapłan, pochylając się ku szufladce nakaslika. – O, jest … – Pokazał Tomkowi komórkę. Nie zdołał jej włączyć. Była wyładowana.

– Niech ją sobie Ksiądz weźmie – szepnął Tomek. – To jest moja pała na niego.

„To jest moja pała ...”, pomyślał i poczuł pokój w sercu.



tagi:

Magazynier
2 grudnia 2017 13:15
19     321    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @Magazynier
2 grudnia 2017 14:50

uuuuuuuuuuuuuu...super

.

PLUS:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @Magazynier
2 grudnia 2017 17:09

co znaczy ostatnia?
co k.... znaczy ostatnia?
mam tam przyjść?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Shork 2 grudnia 2017 17:09
2 grudnia 2017 17:13

się kryguje:)))

OKLASKI !!!

OKLASKI!!!!!

;).

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier
2 grudnia 2017 18:30

Nie ma napisu KONIEC.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 2 grudnia 2017 18:30
2 grudnia 2017 18:48

Bo to jest ostatnia jak na razie. Ciąg dalszy nastąpi. Nie wiem kiedy, ale nastąpi.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Shork 2 grudnia 2017 17:09
2 grudnia 2017 18:49

No przyjdź. Coś mi doradzisz może. Ostatnia na dzień dzisiejszy. Tak czy inaczej dzięki, k..., za inspirację. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 2 grudnia 2017 14:50
2 grudnia 2017 18:55

Piękne dzięki. Kryguję się ale tylko trochę. Będzie c.d., ale cierpliwości. Coś tam się przeciro. Widzę, ... widzę ... jakieś światło ... w tunelu ...  

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @Magazynier
2 grudnia 2017 19:06

Za krótko. Zdecydowanie za krótko.  Czuję niedosyt.

Końcówka super ale podejrzewam że Wyzwolny, stary lis, nie dał się tak latwo nagrać.

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Shork @Magazynier
3 grudnia 2017 15:06

powinna być kontra na którą przeciwnik będzie pozornie nieprzygotowany, a w ostatniej chwili okaże się, że od poczatku o to chodziło

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Marcin-Maciej 2 grudnia 2017 19:06
3 grudnia 2017 15:43

Dał się nagrać, ale on ma to gdzieś. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Shork 3 grudnia 2017 15:06
3 grudnia 2017 15:49

No tak. Fajny pomysł. Wrażenie krótkości potwierdza konieczność przeszktałcenia tego w powieść. Dzięki. To ważne. Jako autora trochę mnie to twoje wrażenie zaskoczyło. Bo nie mam takiego dystansu. Dla mnie to wszystko jest długa historia. 

Raczej chyba nie pójdę tropem pozornie nieoczekiwanej kontry. U mnie się to inaczej układa. Ale zobaczę jeszcze.

Ogólnie Tenzbirek potrzebuje jeszcze innego odnośnika, innej postaci przeciwstawnej Wezwolnemu. Może dziewczyna. One potrafią robić z nami cuda.  

zaloguj się by móc komentować

Shork @Magazynier 3 grudnia 2017 15:49
3 grudnia 2017 17:24

spróbuj w tym zaszyć przesłanie. Bo na razie jest niewyraźne

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @Magazynier 2 grudnia 2017 18:55
3 grudnia 2017 17:30

Też widzę...nawet kilka możliwości:))

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Shork 3 grudnia 2017 17:24
3 grudnia 2017 17:30

Jak do tej pory to mnie wciągnęła historia. Na przesłanie będę musiał wziąć głębszy oddech.

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @Magazynier 3 grudnia 2017 17:31
3 grudnia 2017 17:34

Mnie ten ksiądz w drugiej sali bardzo ucieszył...ale to nie jest absolutnie oczywiste....Tenzbirek może różne numery wywinąć jak wyzdrowieje....

.

aaaa ...ale lubię jak się 'dobrze kończy'.....nie sugeruję że dla Tomka....ogolnie:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 3 grudnia 2017 17:30
3 grudnia 2017 17:35

neverendingstoryyy...

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 3 grudnia 2017 17:35
3 grudnia 2017 19:52

Dobre :)) Ale u mnie to nie tak. To jest taka ciągle jąkająca się story z zahamowaniami. Sam nie wiem co wymyśli Tenzbirek. Wiadomo, że jak znowu poczuje przypływ sił, to może zaszaleć. Konkluzji to ja raczej w ogóle nie widzę. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować